Epicentrum

„V oku tornáda” – plakaty z tą właśnie nazwą widziałem dosłownie wszędzie trzy lata temu na Słowacji. Działały na wyobraźnię. Współczułem tornadu i życzyłem mu wizyty u dobrego okulisty. I chyba właśnie z tego powodu długo uważałem Epicentrum za kolejny mało poważny film katastroficzny. Efektowny bzdet na miarę 2012. Okazało się, że aż tak źle nie jest. Do poziomu Twistera wciąż sporo brakuje, ale przynajmniej całość ogląda się bez zgrzytania zębami (patrz Znaki destrukcji czy Apokalipsa w Los Angeles).

Film śledzi losy tak zwanych łowców tornad, którzy za wszelką cenę próbują nakręcić film dokumentalny zawierający zdjęcia z tak zwanego epicentrum wichury. Podążając za prognozami meteorologów docierają do niewielkiego, prowincjonalnego miasteczka, w którym może dojść do załamania pogody. Tu pojawiają się kolejni bohaterowie dramatu. Ich listę otwiera wicedyrektor miejscowej szkoły średniej oraz dwóch jego synów. Zbliżają się wakacje i lada chwila odbędzie się plenerowa akademia na cześć absolwentów…

Fabuła nie jest koszmarnie głupia jak we wspomnianych wyżej niskobudżetowych produkcjach, ale też specjalnie nie porywa. Widzowie od początku czekają na to, co wydaje się być najlepsze – czyli na nadciągającą orgię zniszczenia. Papierowe postacie i mało ciekawe dialogi nie bawią. Emocje pojawiają się dopiero wraz z pierwszymi trąbami powietrznymi, które schodzą z nieba i zaczynają siać zniszczenie. Robi się efektownie, a kilka oryginalnych pomysłów – jak choćby ogniste tornado – zapada w pamięć.

Epicentrum to klasyczne kino katastroficzne. Mamy zagrożenie, kilkoro zwyczajnych ludzi zmuszonych do stawienia mu czoła, wreszcie naukowców, którzy zasypują nas, widzów, działającymi na wyobraźnie faktami. Ogląda się to miło i przyjemnie (twórcy nie męczą nas durnymi żartami ani nie serwują ton patetyzmu). Trzeba tylko przymknąć oko na zbiegi okoliczności i naciągany miejscami scenariusz. No i mieć świadomość, że nie ogląda się dzieła wybitnego, lecz czystą rozrywkę.

Wojciech Kąkol

Epicentrum, Into the Storm, reż. Steven Quale, wyst. Richard Armitage, Sarah Wayne Callies, Matt Walsh, Max Deacon

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s