Smerfy: Poszukiwacze zaginionej wioski

Należę do pokolenia, które na telewizyjnych Smerfach się wychowało i które było zawiedzione fabularną wersją ich przygód. Dlatego właśnie wiadomość o powstaniu nowej, całkowicie animowanej produkcji bardzo mnie ucieszyłem. Liczyłem bowiem na cudowną wyprawę w świat dzieciństwa, mądrą opowieść o przyjaźni, odwadze i… wspólnocie. Bo Smerfy po prostu lubią działać razem. Niestety, zawiodłem się.

Teoretycznie nic się nie zmieniło. W Smerfy: Poszukiwacze zaginionej wioski niebieskie stworki wciąż mieszkają w osadzie położonej w głębi lasu. Przewodzi im Papa Smerf, jest Zgrywus, Maruda czy chociażby Laluś, a z całej czeredy wyróżnia się jeszcze Smerfetka. Jedyna dziewczyna w okolicy nie jest tak do końca Smerfem – została ulepiona z gliny przez paskudnego czarodzieja Gargamela. Nic dziwnego, że wydaje się nieco przewrażliwiona na swoim punkcie i wciąż zastanawia się, kim naprawdę jest.

Pewnego dnia podczas wyprawy do lasu napotyka nieznajomego Smerfa. Od razu domyśla się, że w Zakazanym Lesie położonym po drugiej stronie wielkiego muru znajduje się bliźniacza wioska! Ponieważ o osadzie dowiaduje się również Gargamel, Smerfetka wraz z przyjaciółmi – Osiłkiem, Ważniakiem i Ciamajdą – postanawia ostrzec ziomków. Nie spodziewa się, że napotka tam rośliny i zwierzęta rodem z narkotycznych halucynacji: fluorescencyjne króliki, przeżuwające wszystko dzbaneczniki, latające rzeki , wreszcie skaczące piranie o bardzo ostrych zębach.

O ile w Angry Birds niektórzy dopatrywali się ostrzeżenia przed imigrantami, Smerfy: Poszukiwacze zaginionej wioski niosą całkowicie inny przekaz. Pokazują, że ludzie mieszkający za murem (meksykańskim, palestyńskim czy póki co umownym – europejskim) są takimi samymi  ludźmi, a ściślej takimi samymi Smerfami. Różnice kulturowe są spore, lecz z uwagi na wspólnych wrogów należy je zignorować. Wszyscy przecież się różnimy. Każdy z nas jest inny. A tylko współpraca gwarantuje sukces, w tym przypadku pokonanie Gargamela.

Mnie nowe Smerfy zawiodły. Pod względem fabularnym niewiele różnią się od serialu, niczego też zyskują na przeniesieniu na wielki ekran. Tracą natomiast dawne ciepło i mądrość Papy Smerfa, który tu nie wypada przekonująco. Egzaminu nie zdaje również humor bazujący na slapstickowych żartach: ktoś się o coś potknie, inny się przewróci, a tamtego pogryzą ryby. Jasne, dzieci to rozbawi, ale starszych ta monotonia szybko zmęczy. Kinowe kreskówki przyzwyczaiły nas już do błyskotliwych dowcipów, których tu jest jak na lekarstwo.

Oddzielna kwestia to tłumaczenie. Wydaje się zbyt młodzieżowe, zbyt luzackie jak na świat wzorowany na średniowieczu. Smerfom brakuje dawnych głosów, te nowe nie zawsze zaś pasują do postaci. Papa Smerf brzmi jak nudnawy czterdziestolatek, a nie sędziwy staruszek z brodą, słabo wypada też Gargamel. A Ważniak? Kiedyś był irytująco przemądrzały, teraz po prostu gada, gada i gada. A niech gada! Ja jednak wysiadam.

Michał Zacharzewski

Smerfy: Poszukiwacze zaginionej wioski, Smurfs: The Lost Village, reż. Kelly Asbury

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.