The Taking of Tiger Mountain

Chińczycy mają fantazję. The Taking of Tiger Mountain w oryginale było propagandową, komunistyczną operą. Hark Tsui zamienił ją w efektowne, chwilami mocno przegięte kino wojenne, widowiskową opowieść o żołnierzach Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej walczących tuż po drugiej wojnie światowej z bandytami prześladującymi okoliczne wioski. Śpiewanie poleciało na kopach. Zniknęły też układy choreograficzne. Została sama akcja, nakręcona w mało realistyczny, chwilami wręcz komiksowy sposób. Ale się to ogląda!

Akcja rozpoczyna się w 1946 roku w regionie Dongbei, kontrolowanym niegdyś przez Japończyków. Państwo wciąż jest tu w rozsypce, sroga zima utrudnia żołnierzom ChALW zaprowadzenie porządku. Dowodzeni przez kapitana Shao Jianbo, kryptonim 203, częściej walczą z głodem i brakami w zaopatrzeniu niż z rzeczywistym przeciwnikiem. Tymczasem olbrzymie bandy oprychów okradają kolejne wioski. Czują się pewnie, bo zajmują odbity od Japończyków arsenał położony na samym szczycie tytułowej góry.

W tych oto warunkach śledzimy losy kilku osób. Z jednej strony mamy bezwzględnego Hawka, króla bandytów, który pełni tu rolę komiksowego czarnego bohatera. Jest przerysowany, wręcz absurdalny, lecz swoją bezwzględnością budzi posłuch wśród swoich ludzi. Z drugiej strony dumnie prężą się żołnierze, w tym młoda pielęgniarka Bai Ru i detektyw Yang Zirong. Konflikt zamienia się więc w serię efektownych pojedynków w zimowej scenerii i po dość realistycznym początku szybko traci ów charakter. W scenie walki ze śnieżnym tygrysem przypomina wręcz kino wuxia, gdzie skakanie po drzewach niczym wiewiórka jest czymś normalnym.

Takich efektownych tricków jest w The Taking of Tiger Mountain sporo. Obserwujemy kule w locie, które zatrzymują się, by kamera mogła zmienić perspektywę. Latające granaty zawsze zwalniają tuż przed eksplozją. Do tego dochodzą nieźle wyreżyserowane sceny starć, w których krew – wyraźnie komputerowa – tryska jak na dobrym horrorze. Wszystko fajnie, ale szwankuje chwilami narracja. Jest urywana, gubi niektóre wątki, całość w pewnym momencie zaczyna męczyć. Historia wyraźnie schodzi na drugi plan. Zwłaszcza w końcówce, która – podobnie jak w Wonder Woman – zdecydowanie zawodzi. Cóż, nie każde wielkie widowisko naprawdę jest wielkie.

Wojciech Kąkol

The Taking of Tiger Mountain, Zhi qu weihu shan, reż. Hark Tsui, wyst. Hanyu Zhang, Tony Leung Ka Fai, Kenny Lin, nan Yu

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.