Azyl

Nie lubię takich sytuacji. Z uwagi na temat chciałbym zachęcić widzów do wycieczki do kina na Azyl. W końcu polską przeszłością Hollywood bardzo rzadko się zajmuje, a tu jeszcze opowiada historię, którą zna niewiele osób. Z drugiej jednak strony reżyser wyraźnie nie udźwignął tematu. Zatrzymał się gdzieś w rozkroku pomiędzy wstrząsającym dramatem wojennym a niedzielnym kinem dla masowego widza. Źle poprowadził aktorów, nie dopracował scenariusza, ugrzązł w plątaninie banałów. Zabrakło mu odwagi, by nakręcić prawdziwe dzieło.

Akcja filmu rozpoczyna się tuż w 1939 roku. Nadciągające wojnę czuć w powietrzu, lecz mimo to małżeństwo Żabińskich – prowadzących warszawskie zoo – całą swą energię poświęca pracy. Narodziny małego słonika czy poranny spacer z wielbłądem są dla nich ważniejsze niż pełne napięcia głosy radiowych lektorów czytających wiadomości. W końcu nadchodzi wrzesień i na ogród spadają bomby. Wiele zwierząt ginie w wyniku ostrzału, część wydostaje się na wolność i ze względów bezpieczeństwa zostaje zastrzelona. Parę dni później piecze nad placówką przejmują Niemcy w osobie zoologa Lutza Hecka, który za zgodą państwa Żabińskich najcenniejsze okazy wywozi do Berlina. Inaczej by nie przeżyły.

Nie zwierzęta są tu jednak najważniejsze. Kiedy przyjaciele Żabińskich mają trafić do getta, małżeństwo postanawia ukryć ich na terenie nieczynnego zoo. Otwiera też farmę świńską dostarczającą mięsa na front. Odpady potrzebne do przywożenia zwierząt przywozi ciężarówką z getta, pozwalając Żydom ukrywać się wśród nich. W ten sposób w ciągu kilku lat udaje im się uratować kilkaset osób, za co w 1965 roku zostali nagrodzeni tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Film dotyka polskiej historii i opowiada również o losach miasta. W tle widzimy jego upadek, zniszczenia wywołane bombardowaniami, likwidacje getta, powstanie warszawskie oraz wyczekiwanie wyzwolenie. Do miana najciekawszego wątku urasta jednak historia Lutza Hecka, z jednej strony potwora na usługach gestapo, a z drugiej mężczyzny przez długie lata zakochanego w pani Żabińskiej. Dlaczego to najciekawszy wątek? Bo pozostałe przedstawiono w sposób sztampowy.

Żabińscy są małżeństwem doskonałym, tworzą związek partnerski oparty na wspólnej pracy i pasji. Pozostali Polacy również są nieskazitelni, na ekranie nie pojawiają się właściwie szmalcownicy, antysemici i zdrajcy. Bohaterowie nie mają większych problemów z żywnością czy pieniędzmi, świetnie sobie radzą w czasie okupacji. Niemcy dla odmiany są źli. Jednoznacznie źli. Reżyser unika jednocześnie brutalności znanej z Listy Schindlera czy Syna Szawła. Przemoc chowa z reguły poza kadrem, pokazując co najwyżej jej skutki. Zdecydowanie osłabia to wymowę Azylu i sprowadza na poziom niedzielnej produkcji edukacyjnej dla całej rodziny.

Obraz nakręcono w języku angielskim, lecz aktorzy usiłują mówić bardzo prostym językiem, ze słowiańskim akcentem, co chwilami wypada sztuczne. Boli również to, że zoo z filmu kompletnie nie przypomina tego warszawskiego (gdzie dom Żabińskich wciąż przecież stoi). Z powodów podatkowych zdjęcia kręcono w Czechach i choć posiłkowano się efektami specjalnymi, mieszkańcy stolicy na pewno będą zawiedzeni tym, co zobaczą na ekranie. A zatem – Azyl ma wiele wad, jednak opowiada ważną, stosunkowo mało znaną historię. I dla niej warto wybrać się do kina.

Michał Zacharzewski

Azyl, The Zookeeper’s Wife, reż. Niki Caro, wyst. Jessica Chastain, Johan Heldenbergh, Daniel Brühl, Timothy Radford

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s