Alfabetyczny morderca

zdalaModa na kryminały nie jest czymś nowym. Ten gatunek kilkukrotnie podbijał już serca czytelników. Wkrótce po wojnie w tramwajach i autobusach zaczytywano się w powieściach Agathy Christie. Nieco później wielką popularnością zaczęły cieszyć się serie promowane przez poszczególne wydawnictwa. Powołany do życia przez Iskry Klub Srebrnego Klucza mieścił autorów polskich, jak i zagranicznych, zebranych chyba bez żadnego klucza. No bo co łączyło ze sobą słynną Wojnę światów Herberta George’a Wellsa i Alfabetycznego mordercę Jerzego Edigeya?

Nie, to nie jest zła książka. To całkiem przyzwoity kryminał osadzony w realiach małego, śląskiego miasteczka. Pewnego dnia zaczynają w nim ginąć ludzie. Według liter alfabetu. Najpierw człowiek o nazwisku rozpoczynającym się na A, parę tygodni później człowiek o nazwisku na B, potem na C i tak dalej. Miejscowi milicjanci nie potrafią odnaleźć mordercy. Nie są nawet w stanie ustalić, co łączy zmarłych: młodego chuligana oskarżonego o gwałt, starą handlarkę prowadzącą melinę, miejscowego badylarza inwestującego w szklarnię oraz mało komu znanego kolejarza.

Major Stanisław Zajączkowski zwraca się o pomoc do centrali w Częstochowie. Miast spodziewanych posiłków otrzymuje młodą, ambitną milicjantkę Barbarę Śliwińską. Jest zawiedziony. Nie wierzy, by jakaś tam kobieta okazała się inteligentniejsza od mężczyzn, i to doświadczonych. Jest gotów założyć się, że lada chwila wróci do swoich z podkulonym ogonem. Zaskakuje go jednak metodyczność pracy nowej towarzyszki. Pani Basia spędza wiele godzin na lekturze akt, a potem rozpoczyna własne przesłuchania. Zwraca uwagę na rzeczy, na które nikt inny nie zwrócił uwagi…

Zabawnie się to czyta. Z jednej strony mamy ciekawą zagadkę kryminalną i trzymającą w napięciu fabułę, w drugiej PRL-owski klimat i wynikającą z niego pewną sztywność w rozmowach bohaterów. Nie mówią oni i nie zachowują się jak współcześni policjanci. Są dziwnie grzeczni i zdyscyplinowani, pozbawieni większych wad. Alkoholizm jak u Nesbo? Łapówki, lewe interesy na boku? Nic z tych rzeczy. Milicja musiała być krystalicznie czysta. Jasne, że taka nie była, ale powieść Jerzego Edigeya tylko na tym zyskuje. Stanowi ciekawy obraz czasów, w których nawet kryminały miały umacniać system.

Joel

Alfabetyczny morderca, Jerzy Edigey, Wydawnictwo Iskry

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s