Namiętność panny Julity

zdalaMike Figgis to bardzo nierówny reżyser. Obok filmów dobrych, takich jak Zostawić Las Vegas czy Wersja Browninga, zdarza mu się kręcić obraz przeciętne bądź po prostu nieudane. Namiętność panny Julity może nie jest zła, ale również nie porywa tak, jak powinna. Ekranizacja sztuki Augusta Strindberga jest zbyt teatralna, by pasować do kinowego ekranu. Nie przekonuje też jako dramat postaw i idei. W efekcie tylko chwilami ogląda się ją z zainteresowaniem.

Niemal cały film toczy się w jednym pomieszczeniu, kuchni z wielkim stołem, w którym rządzi służba wszechwładnego hrabiego. Kamerdyner Jean czuje się tu najważniejszy. Jest w końcu blisko pana, bywał w świecie, zna języki. Pozwala sobie na odrobinę więcej niż zwykłe kucharki czy sprzątaczki, ale i on zna swoje miejsce. Jego związek z niezbyt atrakcyjną, lecz wesołą Christine powoli nabiera mocy. Oboje są zaręczeni i myślą o małżeństwie.

Nieoczekiwanie w kuchni pojawia się panna Julita, córka hrabiego. Znudzona życiem arystokratka pod wpływem atmosfery nocy świętojańskiej zaczyna dziwną grę z Jeanem. Wyciąga go do tańca, zachęca do założenia stroju ojca, oferuje piwo. Raz każe mu całować swoje buty, innym razem zdaje się planować z nim przyszłość. Związek z nią oczywiście nie wchodzi w grę, wywołałby skandal w całej okolicy. Owoc zakazany kusi jednak zarówno Jeana, jak i Julitę. Czy to możliwe, by ich słowna przepychanka była w rzeczywistości grą wstępną? Jakie byłyby konsekwencje takiego mezaliansu?

Sztuka Namiętność panny Julity broni się, choć ma już swoje lata. Z pewnością świetnie wypadłaby na scenie, bo aktorzy naprawdę świetnie się spisują. Grają jednak teatralnie, bo taki mają materiał. W efekcie z ekranu czuć sztuczność sytuacji, zupełnie jakby to był kolejny odcinek poniedziałkowego teatru telewizji. Wydaje się też, że Figgis postawił akcenty w nieco innym miejscu niż autor sztuki. Wyeksponował seksualność w miejsce konfliktu klasowego i religijnego, które nieco osłabił. Wprowadził też zmiany w samej fabule. A co w tej seksualności odkrywczego albo choćby oryginalnego? Zupełnie nic.

Wojciech Kąkol

Namiętność panny Julity, Miss Julie, reż. Mike Figgis, wyst. Saffron Burrows, Peter Mullan, Maria Doyle Kennedy

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s