
Zespół Vavamuffin doskonale znany jest polskim miłośnikom dobrej zabawy. Od dwóch dekad łączy muzykę reggae z elektronicznymi podkładami. Raggamuffin daje olbrzymie możliwości, a na V z 2016 roku utalentowani twórcy wiedzą, jak je wykorzystać.
Otwierająca album Ferajna jest przyjemnie funkowa i dzięki imponującym, wręcz rapowym nawijkom Gorga, Reggaeneratora, wreszcie Pablopavo po prostu wpada w ucho. Jej odpowiednikiem jest nieco bardziej stonowana Ostatnia piosenka. Z kolei Tatuaż czy Sztany Katana brzmią nieco bardziej tradycyjnie, jakby zrodziły się w czasach poprzednich albumów zespołu. Zaś zamykający album transowy Goły stanowi hołd dla znanego w środowisku Stanisława Gołaszewskiego, dziennikarza radiowej Trójki i ojca polskiego reggae, który jeszcze w latach 80. próbował zarazić słuchaczy tą muzyką.
Oldschoolem – w pozytywnym znaczeniu tego słowa – pachnie reggae’owe Nic więcej, z kolei Mandala czaruje swoją elektroniką i zakręconymi podkładami, podczas gdy A to reggae znów przechodzi w modern roots. A przecież do tego dochodzą teksty, bardzo dobrze napisane, celne, a niekiedy wręcz poetyckie, rytmiczne i doskonale dopasowane do melodii.
Dwanaście utworów zebranych na V pasuje do siebie i jednocześnie różni się od siebie. Stąd nie ma nudy. Album sprawia przyjemność, jest melodyjny, pogodny, rytmiczny, energetyzujący. I warto do niego wracać, bo to taka muzyka, która deszczową wiosną sprawdza się znakomicie. Vavamuffin na prezydenta (miasta)!
Joel
Vavamuffin, V
Polub nas na Facebooku, TikToku i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.