
Album Rzeczom zespołu Odraza ktoś polecił mi jako jedną z największych niespodzianek ostatnich lat. Postanowiłem skonfrontować tezę z rzeczywistością i… zaskoczenie. To black metal. Nie wiem czemu, ale ubzdurałem sobie, że to jakiś rap albo w najlepszym przypadku artystyczny rock w klimatach VooVoo. Tymczasem czekało mnie kilkadziesiąt minut bardzo mocnego, mrocznego grania i charczącego głosu wokalisty.
To nie jest pierwszy album Odrazy. Nie jest nawet drugi. Zaczęli od Esperalem Tkane, który wydawał się jednorazowym wydawnictwem, formą eksperymentu i zabawy. Towarzyszył mu co prawda album live Kir, ale na tym wszystko miało się zakończyć. Tymczasem w pandemicznym 2020 roku pojawiło się Rzeczom. Ponure, dekadenckie, ostre, ale jednocześnie bardziej przystępne niż wiele innych wytworów tego gatunku.
Decyduje o tym wokal, który… jest zrozumiały. Nie trzeba mocno się w niego wsłuchiwać, by zrozumieć, o czym mówi wokalista. A zabiera on nas na Rzeczom w podróż po Krakowie, p o jego zaułkach i starych kamienicach, po cuchnących dworcach i piwnicach, a wszystko to w egzystencjonalno-miłosno-upiornej polewie. Riffy są mocne, perkusja szaleje, skutkiem czego nawet utwory instrumentalne brzmią jak należy.
Mam wrażenie, że Rzeczom to bardzo osobisty album, smutny, nastrojowy, jakby pozbawiony nadziei. Jego atutem są walory produkcyjne, czyste dźwięki, spójne kompozycje, ciekawe wprowadzenia. Odraza to klasa światowa. Nie dziwię się jednak, bo rodzimi twórcy mocniejszych kompozycji od lat podbijają zagraniczne rynki. Idą bez kompleksów po swoje.
Joel
Odraza – Rzeczom
Polub nas na Facebooku.