Hiszpania: Rozbitkowie na morzu plastiku

Andaluzyjska Almeria to największy europejski ogród warzywny. Szklarnie zajmują obłędne 35 tysięcy hektarów, zaopatrując kontynent w świeże produkty rolne. Konstrukcje ze szkła lub przezroczystej folii ciągną się całymi kilometrami, zapewniając idealne warunki dojrzewającym plonom. Kto je zbiera? Osiemdziesiąt tysięcy emigrantów z Afryki, z czego zaledwie połowa pracuje legalnie. Reszta na takie luksusy jak dach nad głową, ubezpieczenie medyczne czy godziwe wynagrodzenie nie może liczyć.

Opowiada o tym darmowy dokument telewizji internetowej Arte, zatytułowany Hiszpania: Rozbitkowie na morzu plastiku. Poznajemy w nim ludzi takich jak Abdullah, który przyjechał do Almerii sześć lat wcześniej. Właśnie buduje kolejny dom ze śmieci, które udało mu się znaleźć w okolicy – starej plandeki, gnijących drewnianych palet czy rdzewiejących metalowych żerdzi. W takim budynku mieszka się fatalnie. Brakuje klimatyzacji czy choćby przewiewu, często też elektryczności. Zimą bywa naprawdę zimno. Woda zimna jest, ale w beczce na zewnątrz. Beczce po środkach ochrony roślin, w której z całą pewnością nie powinno się przechowywać wody pitnej. Abdullah wyboru jednak nie ma.

Ci, co mieli szczęście, zakwaterowali się w porzuconych budynkach. Do miasta nie jeżdżą, gdyż nie mają jak – nieliczni dysponują rowerami. Nic dziwnego, że – jeśli wierzyć autorom Hiszpania: Rozbitkowie na morzu plastiku – wśród pracujących w szklarniach szerzą się choroby skóry i serca, także innych organów wewnętrznych. Ci, którzy nie mają ubezpieczenia, nie mają też szans na wyzdrowienie. Organizacje charytatywne nie nadążają z udzielaniem im pomocy. Mężczyzna, któremu udało się zorganizować przeszczep nerki, nie może wrócić do bliskich, bo w Afryce nigdy nie zarobi na leki. Skazany jest na życie w takich warunkach, w jakich żyje w Hiszpanii.

Legalni mogą liczyć na 30-35 euro dziennie, o ile zostaną wybrani danego dnia do pracy. Nielegalnym płaci się 20 euro, co nie wystarcza na wiele. Najciekawszy jest zaś łańcuszek odpowiedzialności. Pracodawcy twierdzą bowiem, że nie mogą zaoferować więcej, gdyż i tak z trudem wychodzą na swoje. Supermarkety i wielkie koncerny wymuszają na nich niskie ceny, co z kolei oznacza konieczność oszczędzania na wszystkim. A czemu supermarkety nie mogą płacić więcej? Bo klienci szukają najtańszych produktów. Nie analizują tego, ile kosztuje wyprodukowanie owoców, zebranie ich i dostarczenie do sklepów. Stąd Rozbitkowie na morzu plastiku zawsze będą rozbitkami.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz dokumenty społeczno-gospodarcze
– Lubisz świeże owoce i warzywa z Hiszpanii

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie lubisz emigrantów
– Nie interesujesz się losem innych ludzi

Michał Zacharzewski

Hiszpania: Rozbitkowie na morzu plastiku, Spanien: Im Treibhaus schuften, 2017, reż. Gilles Gasser, Jean-Marie Barrere

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku.
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.