Biały kruk

Kilkadziesiąt lat temu świat fascynował się ucieczkami artystów pochodzących z bloku wschodniego. Ludzie ci wybierali zachód, wolność, możliwość tworzenia, jednak musieli zrezygnować z swojej przeszłości, w tym rodziny i znajomych. Nieraz narażali swoich bliskich na społeczny ostracyzm, kłopoty zawodowe, a nawet więzienie. W Białym kruku ciężaru decyzji tancerza baletowego, Rudolfa Nuriejewa, zupełnie nie widać. Ważniejszy dla reżysera wydaje się koszt wykorzystania talentu.

Akcja toczy się w dwóch, a nawet trzech planach czasowych. Głównym są oczywiście występy leningradzkiego baletu w Paryżu w 1961 roku. Rudolf szybko poznaje pogrążoną w żałobie młodą dziewczynę i w jej towarzystwie spędza wieczór. W kolejnych dniach odkrywa u jej boku miasto, odwiedza Moulin Rouge i kilka znanych muzeów, spotyka się z miejscowymi tancerzami. Do hotelu wraca na tyle późno, by zwrócić na siebie uwagę opiekujących się trupą agentów. Beztroski 23-letni tancerz nie zastanawia się, jakie może to mieć konsekwencje.

Historię tę, zwieńczoną dramatycznymi scenami na lotnisku Le Bourget, oglądamy na przemian z nielicznymi retrospekcjami z dzieciństwa Rudolfa. Nakręcone w czarno-bieli pokazują straszliwą biedę, z jaką musiał się mierzyć, ale niewiele wnoszą do opowieści. Znacznie ważniejszy jest wątek nauki tańca w petersburskiej akademii. Chwilami wręcz dominuje on nad wątkiem paryskim. Buńczuczny, zadufany w sobie chłopak sam zgłasza się do Aleksandra Puszkina. Nie chce mieć innego wykładowcy. I słusznie, bo to od tego wyciszonego, wręcz nieśmiałego człowieka uczy się wszystkiego, co trzeba wiedzieć o balecie.

W Białym kruku mało jest tego baletu, znacznie więcej potu wylanego podczas ćwiczeń, a także burzliwego życia młodego artysty. Człowieka, który za wszelką cenę dąży do perfekcji. Ma to swoją cenę. Rudolf sprawia wrażenie nieprzyjemnego typa instrumentalnie traktującego ludzi i pozostaje nim aż do końca. Oleg Ivenko niewątpliwie świetnie się rusza, ale nie niuansuje granej postaci. Znacznie lepiej wypada Ralph Fiennes w podwójnej roli nauczyciela i reżysera. W tej pierwszej czaruje rosyjskim akcentem, w tej drugiej niesamowitą dbałością o szczegóły.

Nie wiem, czy to jednak nie za mało. Biały kruk pozostaje bowiem nieco ascetyczną i raczej pozbawioną prawdziwych emocji biografią wielkiego tancerza. Opowieścią o egoizmie i talencie, a także w jakimś sensie o czasach minionych. Ale czy rzeczywiście minionych? Artyści wciąż uciekają przed reżimami, ale dziś mało kogo już to interesuje. Dlatego znacznie ciekawszy wydaje mi się opis charakteru samego artysty, bardzo ważnej cechy składowej geniusza. Mam wrażenie, że można było to pokazać lepiej.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz balet
– Cenisz półnagie męskie ciała
– Chętnie oglądasz Fiennesa

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na dramat polityczny

Michał Zacharzewski

Biały kruk, The White Crow, 2018, reż. Ralph Fiennes, wyst. Oleg Ivenko, Ralph Fiennes, Louis Hofmann, Adele Exarchopoulos, Sergei Polunin, Chulpan Khamatova

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.