I odpuść nam nasze długi

Komornik to hardcore’owy film. Włosi nie patrzą na świat w tak ciemnych barwach. Dzięki słońcu, winu albo zdrowszej diecie częściej śmieją się i żartują. I wierzą, że wszystko się jakoś ułoży. Doskonałym przykładem takiego pozytywnego myślenia – nawet w bardzo trudnej sytuacji – jest włoska komedia I odpuść nam nasze długi, która opowiada o komornikach i windykatorach. A raczej o namolnych odzyskiwaczach długów.

Guido (Claudio Santamaria) jest jakimś absurdalnym nieudacznikiem. Teoretycznie ukończył informatykę i pracował w dużej korporacji, ale go stamtąd wylali. Pracę znalazł… w magazynie. Jako kierowca wózka widłowego! I tę fuchę szybko jednak stracił. Mieszka w niewielkiej, zagraconej kawalerce, za którą zalega z czynszem. Prąd też odcięli i gdyby nie pomóc lekko szurniętego sąsiada, niejakiego Profesora (Jerzy Stuhr), byłoby naprawdę kiepsko. Zwłaszcza że Guido wisi kilkadziesiąt tysięcy euro bankowi.

Zdesperowany mężczyzna udaje się do banku i oświadcza, że nie ma kasy, ale jest w stanie odpracować dług, bo i tak nie ma co robić. W ten sposób Guido zostaje odzyskiwaczem kredytów i trafia pod opiekę niezwykle skutecznego w tym fachu Franka (Marco Giallini). Robota jest prosta. Trzeba namierzyć dłużnika i zawstydzić go w publicznej sytuacji. Wparować do domu i zażądać spłaty długu przy rodzinie, przerwać jego spotkanie z kontrahentem, łazić za gościem po ulicy i głośno dopytywać się, kiedy ureguluje należności. Oczywiście facet musi dobrze rokować. W I odpuść nam nasze długi nikt nie ugania się za biedakami bez grosza przy duszy, choć kilka ciosów metalową pałką uchodzi za dopuszczalną perswazję.

Film bywa zabawny. Lekki i przyjemny. Bywa też ponury, bo jednak temat nie należy do najlżejszych. Guido ma opory przed poniżaniem dłużników, zwłaszcza że w swoim ulubionym pubie poznaje piękną dziewczynę (Flonja Kodheli), dla której chce być kimś niezwykłym. A Franco (nota bene zamężny z Polką) uwielbia upokarzać ludzi. Nawet jeśli komuś darowuje dług, to tak, by ten zapamiętał to sobie na długo.

Długi trzeba płacić, ale czy można je w dowolny sposób ściągać? I z drugiej strony: czy można odpuszczać ludziom, którzy zobowiązali się zwrócić pieniądze, ale tego nie zrobili? Czy zawsze po prostu nie mogli? A może się przeliczyli i teraz chcą, by za ich błąd poniósł karę ktoś inny? I odpuść nam nasze długi to kolejna opowieść o nawróceniu grzesznika, ale pokazuje temat znacznie szerzej. Szkoda, że Antonio Morabito zalewa to tandetną dydaktyką i zbyt rzadko pokazuje pazur.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz komediodramaty
– Chcesz usłyszeć Stuhra mówiącego po włosku

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie wierzysz, że we Włoszech też jest bieda
– Liczysz na turystyczne zakątki Rzymu i piękną architekturę

Michał Zacharzewski

I odpuść nam nasze długi, Rimetti a noi i nostri debiti, 2018, reż. Antonio Morabito, wyst. Claudio Santamaria, Marco Giallini, Jerzy Stuhr, Flonja Kodheli, Leonardo Nigro

Ocena: 6,5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.