Orzeł Biały

Marcin Przybyłek wpadł na ciekawy pomysł. Może nie zaskakujący, bo inspirowany Shadowrunem, ale w polskiej literaturze fantastycznej niewykorzystany. Oto do produkcji zostaje wprowadzony hamujący starzenie lek N-Gen. Skuteczny, efektowny, stanowiący długo oczekiwaną receptę na wieczną młodość. Po pewnym czasie okazuje się jednak, że ma skutek uboczny. Przyjmujący go ludzie zamieniają się w potężne, krwiożercze bestie o zielonej skórze. Jednym słowem orki.

W dość krótki czasie cywilizacja upada, ludzkość przestaje istnieć, cały świat obraca się w perzynę. Cały? Nie, jest jeszcze Polska, w której władze długo nie mogły ustalić, kto ma dystrybuować lek i czy w ogóle powinien być legalny. Efekt? Jako jedyni przetrwaliśmy. Zmianom ulegli jedynie ci, którzy mieli N-Gen z nielegalnych źródeł, a więc głównie politycy, biznesmeni, księża i celebryci. Szybko zostali wytłuczeni. Cała reszta obywateli przeżyła zagładę i dziś broni Twierdzy Polska przed zielonkawymi wrogami z innych krajów.

To ponad siedemset stron. Potężna lektura. I początkowo trudno się ją czyta, bo autor rzuca nazwami, faktami, określeniami. Każdy z miliona bohaterów ma imię, nazwisko i obowiązkowy pseudonim, do tego stopień wojskowy. A przecież jeszcze są neologizmy takie jak hertzburger, Adolf czy chociażby Wunder. Z czasem czytelnik odnajduje się w tym bagnie i zaczyna delektować tą szaloną jazdą bez trzymanki. Bo to jest szalona jazda. Krwawa, wulgarna, zakręcona, ale przy tym śmieszna.

Najprościej opisać Orła Białego jako nieprzerwaną jatkę naszpikowaną zabawnymi dialogami. Strzelanina wybucha tu co kilkadziesiąt stron, bohaterowie giną dziesiątkami, poznajemy bliżej zarówno bohaterskich polskich żołnierzy, jak i orki. Żadna ze stron nie traktuje swojej pracy poważnie. Każda działa na hurra, wcielając w życie coraz bardziej abstrakcyjne pomysły. I to działa, bo książka śmieszy. Śmieszy zwłaszcza przeciwników obecnego rządu, gdyż autor nie kryje niechęci do takiego Alojzego Kaczuchy czy Antoniego Maciera. Świadomie przy tym rezygnuje z realizmu świata przedstawionego. Podobnie absurdalną – choć pewnie nie tak dobrą – książkę napisałbym, gdybym miał dwanaście lat. Wtedy też snułem takie krwawe, niedojrzałe wizje.

Ciekawszym pomysłem było wplecenie w opowieść postaci autentycznych, chociażby pisarzy fantasy (Magdalena Kozak, Robert Schmidt), a także sympatyków i fanów autora. Trafiło się i mnie. Mój odpowiednik też pojawia się w książce i okazuje się orkiem z jajami. Jeśli chcesz się przekonać, jaki los mnie spotkał, a także jak wygląda Twierdza Polska, sięgnij po Orła Białego. I po kolejne tomy. Drugi się ukazał, trzeci jest w drodze. I kto wie, czy na tym się skończy.

Michal Zacharzewski

Orzeł Biały, Marcin Przybyłek, Wydawnictwo Rebis

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.