Merde! Rok w Paryżu

Spóźniłem się trochę z tą książką. Seria Merde! zdobyła w Polsce popularność kilkanaście lat temu i pamiętam, że wtedy czytali ją „wszyscy”. Widywałem ją w metrze i na biurkach znajomych, czytywałem o niej w prasie. Nabrałem przekonania, że to żartobliwy obraz Francuzów spisany przez Anglika zmuszonego do zamieszkania w Paryżu. W sumie nie myliłem się, tyle że to nie dokument, a powieść. Historia młodego menedżera, który otrzymuje propozycję rozkręcenia sieci angielskich herbaciarni po drugiej stronie kanału La Manche.

Paul West jest typowym młodym Anglikiem. Nie, nie tęgawym dresem spędzającym całe dnie w pubie i śliniącym się podczas mówienia. To poukładany, raczej spokojny człowiek, kierujący się w życiu rozumem. Dlatego już pierwszy kontakt z Francją jest dla niego szokiem. Z Francją i wszechobecnymi psimi kupami, które zalegają na chodnikach i których nikt nie sprząta. Jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się owijanie butów torebkami foliowymi… Na nie mniej irytujące problemy West napotyka również w kawiarniach (gdzie ciągle dostaje niewłaściwą kawę), a nawet w pracy, gdzie nikt robotą zbyt mocno się nie przejmuje. Nawet znalezienie mieszkania okazuje się wyzwaniem. Bez referencji nie ma co marzyć o czymś lepszym niż suterena z kiblem w podwórzu.

Stephen Clarke, brytyjski dziennikarz pracujący we Francji, przeżył to sam. W wywiadach twierdzi, że zawarł w Merde! Rok w Paryżu sporo wątków autobiograficznych bądź wydarzeń, o których usłyszał od swoich angielskich znajomych. Jasne, wiele historyjek podkręcił (jego szef nielegalnie importuje wołowinę, oficjalnie wspierając francuskich rolników), a niektóre zjawiska mocno uwypuklił (wspomniane kupy). W dodatku chętnie sięgał po absurdalne porównania („Rano latorośle rzucają na podłogę worki z kulami armatnimi, a potem, ciągnąc za sobą młoty kowalskie, pędzą do kuchni”, pisze o dzieciach sąsiadów). Dzięki takiemu „naginaniu” rzeczywistości stworzył jednak powieść zabawną, punktującą dziwności Francuzów, ale trochę też sztywnych Brytyjczyków.

Powieść doczekała się bodaj pięciu kontynuacji. Nie bez powodu – jest przyjemną lekturą, którą fajnie się przerzuca na przykład podczas podróży do pracy. Autor obśmiał Francuzów, ale z sympatią. Pokazał też życie w korporacji czy chociażby lekkość, z jaką podchodzą do związków. Swoją drogą z chęcią przeczytałbym podobną rzecz o Polakach. Słyszałem nawet, że taka książka się ukazała. Do tego stopnia przeszła jednak bez echa, że za cholerę nie pamiętam, jak się nazywała…

Joel

Merde! Rok w Paryżu, Stephen Clarke, wydawnictwo WAB

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.