Trucizna

Trochę się czuję głupio opisując siódmy już tom przygód egzorcysty i bimbrownika, Jakuba Wędrowycza. Nie dlatego, że książka Trucizna jest zła (bo nie jest) i nie dlatego też, że stoi za nią samozwańczy Wielki Grafoman. Po prostu jestem przekonany, że wszyscy moi czytelnicy mają już wyrobione zdanie na temat tego indywiduum. Z recenzji nie dowiedzą się niczego nowego o najsłynniejszym mieszkańcu Starego Majdanu i chociażby z tego powodu nie muszą czytać dalej. Wiedzą przecież, że Pilipiuk od pewnego czasu trzyma równy, rzemieślniczy poziom.

Ale dobrze jednak – przyjmijmy, że niektórzy z was spędzili ostatnie dwie dekady uprawiając maniok w Tajlandii, myjąc słonie na Bali albo wyrabiając masę białkową z ichneumonów. Nie wiecie, kim jest Wędrowycz? To stary dziad w obdrapanej kufajce, bohater całej serii opowiadań Andrzeja Pilipiuka. W każdym z nich, najczęściej ze swoim dobrym przyjacielem Semenem Korczaszko, walczy z wszelkiej maści przeciwnościami losu, od parszywych sąsiadów, Bardaków, przez duchy i wampiry, po smoka wawelskiego oraz wszelkiej maści urzędników. Na liście ich przeciwników znalazła się też sztuczna inteligencja i Zębowa Wróżka, która zwinęła Semenowi sztuczną szczękę.

Taki wstęp powinien wystarczyć każdemu, kto chciał wyrobić sobie zdanie o Wędrowyczu. Dodam jeszcze tylko, że cała seria składa się z przepełnionych absurdalnym humorem opowiadań (tu najdłuższe ma nie więcej niż 40 stron), podczas których bohaterowie z charakterystyczną dla siebie swadą rozwiązują kolejne problemy. Fanów serii i miłośników Jakuba uspokoję – jest dobrze. Nie świetnie, ale co najmniej przyzwoicie. Historyjki są miłe, lekkie i przyjemne, a do tego zróżnicowane. W jednej pojawia się znany z innych książek Pilipiuka archeolog Tomasz Olszakowski, w innej przenosimy się w dzieciństwo bohatera i podglądamy jego pracę w szpitalu polowym.

Tym, którzy podjęli trud przebrnięcia przez jeden z poprzednich tomów serii i polegli gdzieś po drodze, Truciznę jednak odradzam. Nie stanowi ona żadnej nowości. Zupełnie nic nie zmienia. Pilipiuk do perfekcji opracował płodzenie kolejnych tomów tego samego. Pisze sprawnie i szybko, całkiem przyzwoicie, ale nie rozwija swojego warsztatu. Przy tym tempie po prostu nie ma na to czasu. Także Wędrowycz za bardzo się nie zmienił przez te blisko ćwierć wieku, jakie minęło od jego narodzin. Choć może to i dobrze? Niech się nie zmienia. Takim go lubię.

Joel

Trucizna, Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.