Fatum Elizabeth

Niemłody mężczyzna przywozi kabrioletem młodą kobietę do położonej na odludziu willi. Przenosi ją przez próg, przedstawia służbie, oprowadza po kolejnych stylowo urządzonych pokojach. Oświadcza jej nawet, że teraz wszystko to należy do niej. Piękne suknie w szafie, fortepian w salonie, biżuteria, pieniądze, elegancka zastawa. Bajka? Nie do końca. Gdzieś pomiędzy jednym ujęciem a drugim czuć tu dziwny niepokój. Wręcz napięcie. On ma jakąś tajemnicę, którą starannie ukrywa. Pokój, do którego jej nie można wchodzić. Ona czuje się zagubiona. Melancholijna. Jakby nieobecna. Ale jeszcze chyba nie przeczuwa, co ją spotka.

Z całą pewnością Fatum Elizabeth nie jest zwykłym thrillerem. Daleko mu bowiem do standardów wyznaczanych przez współczesne kino amerykańskie. Zamiast szybkiego tempa mamy nieśpiesznie opowiedzianą historię, zamiast dynamicznego montażu długie, piękne ujęcia udanie budujące klimat (kłania się Tylko Bóg wybacza). Warto się skupić, wkręcić w fabułę, spróbować docenić to, co przygotował reżyser Sebastian Gutierrez. A nie przygotował schematycznej historii. Miał naprawdę dobry pomysł, którego nie udało mu się do końca wykorzystać.

Jeśli ktoś spodziewa się opowieści o wyrafinowanym mężu, zresztą nobliście, dręczącym naiwną i delikatną dziewczynę, będzie solidnie zawiedziony. Fatum Elizabeth czerpie pełnymi garściami z kina science-fiction i bajek takich jak Sinobrody. Więcej zdradzić nie mogę, by nie zepsuć zabawy. Napiszę tylko, że Gurierrez od początku stara się widza zaskakiwać. Czasami z całkiem niezłym skutkiem, kiedy indziej wręcz przeciwnie – od pewnego momentu zaczynamy podejrzewać, co wydarzy się dalej. Gdzieś bowiem popełniono błąd. Po zaskakującym i oryginalnym początku wypadałoby zachować też jakąś bombę na koniec. Tej zaś zabrakło.

Oczywiście można rozpatrywać Fatum Elisabeth jako obraz o igraniu z życiem czy wręcz zabawie w Boga. Problem w tym, nie niesie tu zbyt wiele treści. Zupełnie jakby Gurierrez skupił się na nastroju i pomyśle, ale nie bardzo wiedział, co do historii dodać. Stworzył pozory głębi, pod którymi zupełnie nic się nie kryje. Mało ego, nie wywołał też w widzu emocji. Jak na thriller Fatum Elisabeth jest zaskakująco spokojny. Nie podnosi pulsu. Nie sprawia, że serce nagle przyspiesza. Po seansie w pamięci zostają więc tylko ładne obrazki i oryginalny koncept.

Zobacz, jeśli:
– Cenisz oryginalne historie
– Dobrze zagrane role
– Niepokojące, dziwne kino

Odpuść sobie, jeśli:
– Pustka emocjonalna w kinie cię przeraża
– Podobnie jak opowieści bez efektownego końca

Michał Zacharzewski

Fatum Elizabeth, Elizabeth Harvest, 2018, reż. Sebastian Gutierrez, wyst. Abbey Lee, Ciaran Hinds, Carla Gugino, Matthew Beard, Dylan Baker

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.