Wielki szef

Pierwszy raz natknąłem się na ten film w latach osiemdziesiątych. Miałem wtedy może sześć lat i podobnie jak moi koledzy z podwórka szalałem na punkcie Bruce’a Lee. Cieszyłem się więc, że z okazji świąt Bożego Narodzenia komunistyczne władze postanowiły wyświetlić w telewizji o godzinie dwudziestej film, o którym dotąd tylko słyszałem. Nie spodziewałem się jedynie, że tuż przed jego rozpoczęciem pojawiła się plansza „Film tylko dla widzów dorosłych” i objem się smakiem. Dlatego jeszcze długo uważałem Wielkiego szefa za brutalne widowisko, rodzaj owocu-zakazanego.

Obejrzałem go kilka lat później i pamiętam, że spodobał mi się. Wróciłem do niego niedawno, gdy jedna z telewizji postanowiła wyświetlić go w niedzielę o godzinie czternastej. Bez żadnych informacji, że to film nie dla dzieci. W sumie nie dziwi mnie to. Czasy się zmieniły i wielu rodziców nie ma oporów, by zabrać dziesięciolatka do kina na krwawy horror. Z drugiej strony Wielki szef wcale nie jest – z dzisiejszego punktu widzenia – produkcją brutalną. Jasne, giną w niej ludzie, parę razy leje się też krew, ale przeciętny tandetny film z Stevenem Seagalem jest kilka razy mocniejszy.

Wielki Szef opowiada historię Chenga, który opuszcza rodzinną wieś i przeprowadza się do Bangkoku. Krewni znajdują mu pracę w fabryce lodu prowadzonej przez wpływowego Amerykanina. Bohater szybko odkrywa, że przedsiębiorstwo zajmuje się nie do końca legalnymi interesami, a ludzi, którzy wchodzą mu w drodze, po prostu likwiduje. Cheng nie zamierza się do tego mieszać – przysięgał matce, że nie będzie brał udziału w bójkach. Kiedy jednak jego bliscy zostają pobici, a jego kuzyn ginie, wpada w furię…

Prosta fabułka jest pretekstem do pokazania kilku bójek, w których Bruce Lee pokazuje swój akrobatyczny kunszt. Bójek, dodajmy, nakręconych w starym stylu, a więc takich, w których bohaterowie dużo krzyczą i potrafią skakać na pięć metrów w górę. Czasami jednym ciosem posyłają przeciwnika na ścianę, innym razem piętnastoma nie robią mu większej krzywdy. Problemem Wielkiego szefa są budzące dziś śmieszność efekty specjalne. Niektóre skoki czy pojedynek z wilczurami zrealizowano koszmarnie źle. Śmieszność budzi też z Hsiao Mi, tytułowym Wielkim Szefem o ewidentnie hipsterskich ciągotach. Cóż, film zbliża się do pięćdziesiątki i czuć, że czas obchodzi się z nim brutalnie. Dla mojego pokolenia zawsze zostanie jednak obrazem kultowym.

Wojciech Kąkol

Wielki szef, Tang shan da xiong, 1971, reż. Wei Lo, reż. Bruce Lee, Maria Yi, James Tien, Shan Chin

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wielki szef

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.