Madame Bovary

Pamiętacie Niechcicową z Nocy i dni? Była nie do zniesienia! Na prowincji, u boku kochającego męża, koszmarnie się nudziła. Nie potrafiła odnaleźć się na wsi, z dala od wielkiego świata, i żyła mrzonkami o Tolibowskim zbierającym dla niej nenufary. Madame Bovary trochę mi ją przypomina. Nawet więcej niż trochę. To ten sam typ kobiety, którą los rzucił w niewłaściwe miejsce i która za nic nie zamierza się dostosować. Jest za to wiecznie nieszczęśliwa.

Wszystko zaaranżował jej ojciec. Pewnego dnia w majątku pojawił się młody weterynarz i odbył się ślub oraz wesele, po którym Emma pojechała kolaską z obcym sobie człowiekiem do nieznanego sobie domu. Początkowo wierzyła, że jej małżeństwo będzie szczęśliwe. Szybko przekonała się, że codzienność u boku wiejskiego weterynarza jest koszmarnie nudna. Mąż może i chciał dobrze, ale był aż do bólu praktyczny. Całe dnie spędzał w pracy, dla żony miał czas jedynie wieczorami. Nie lubił opery, nie marzył o przeprowadzce do Paryża, nawet do pobliskiego Rouen go nie ciągnęło. Po prostu koszmar!

Nic dziwnego, że Emma zaczęła szukać szczęścia zupełnie gdzie indziej. Zaprzyjaźniła się z miejscowym kupcem, który sprzedawał jej piękne jedwabie, rzeźbione meble i efektowne bibeloty. Oczywiście na kredyt, nie zastanawiając się, jak jej małżonek to sfinansuje. Zaczęła też spotykać się ze światowymi mężczyznami, którzy pojawiali się w pobliżu. Wierzyła, że poprzez romanse uda jej się wyrwać ze wsi i rozpocząć życie, o jakim zawsze marzyła. Jednak z roku na rok jej decyzje stawały się coraz bardziej rozpaczliwe…

Nie jest to pierwsza ekranizacja klasycznej powieści Gustawa Flauberta ani też najlepsza. Mimo wielu gwiazd w obsadzie na ekranie nie czuć napięcia. Brakuje prawdziwych emocji, które targałyby bohaterami. Wszyscy mężczyźni są płascy i nieciekawi, zupełnie jakby ich jedyną zaletą był posiadany majątek. Emma długo irytuje swoim charakterem, wydaje się dziecinna i naiwna; dopiero z czasem zaczynamy jej współczuć. Niby pragnie czegoś więcej – miłości, emocji, pozycji – ale kompletnie nie ma tego przemyślanego. Niepotrzebnie się więc miota.

Atutem Madame Bovary są ładne zdjęcia Andrija Parekha, efektowne stroje i niezła muzyka. To jednak zdecydowanie zbyt mało, by film Sophie Barthes urósł do rangi wydarzenia. Powieść Flauberta naładowana jest emocjami. Tu ich zabrakło. Wielka szkoda!

Wojciech Kąkol

Madame Bovary, reż. Sophie Barthes, wyst. Mia Wasilkowska, Ezra Miller, Rhys Ifans, Paul Giamatti, Henry Lloyd-Hughes, Logan Marshall-Green, Morfydd Clark

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s