Fajnie jest być znanym i popularnym aktorem. Zarabia się kupę kasy, ma się sporą swobodę w doborze scenariuszy, można też samemu nakręcić film. No i mieć pewność, że zostanie zauważony, że nie przemknie przez kina niczym spadająca gwiazda, bo wiele osób będzie chciało zobaczyć, co zrobił ich idol. Lost River w reżyserii Ryana Goslinga dostał się nawet na festiwal w Cannes. Pewnie go zabolało, kiedy usłyszał pierwszą opinię – „to nikomu się nie spodoba”.
Akcja przenosi widzów do Detroit, symbolu upadku amerykańskiego snu, które z miasta słynącego z fabryk produkujących samochody zamieniło się w coraz bardziej opustoszałą ruinę. Przedmieścia, które pokazuje nam reżyser, stanowią smutny widok. Kto mógł, wyjechał do innych stanów, wiele budynków, w tym nawet bloków, powoli przejmuje we władanie przyroda. Pracy nie ma, dlatego Billy i jej syn nastoletni Bones walczą o przetrwanie. Mają na głowie kredyt, zalegają z ratami, jeśli szybko nie znajdą pieniędzy, stracą dom, w którym przez lata mieszkali.
Bones zajmuje się zbieraniem miedzi. Wyciąga rury czy nawet kable z opuszczonych budynków i sprzedaje je na złom. W ten właśnie sposób podpada miejscowemu oprychowi, Bully’emu, który rości sobie prawa do wszystkich porzuconych posiadłości. Billy z kolei podejmuje pracę w nocnym klubie dla miłośników kina gore, pełnym magii, krwi i cytatów z kultowych horrorów. Podczas swojego spektaklu „odcina” sobie nożem twarz, odsłaniając sztuczne mięśnie i kości. Nie pasuje do tego miejsca, do orgii brutalnego konsumpcjonizmu, ale nie ma wyboru. Musi pracować.
Trudno nie zauważyć, kim inspirował się Gosling. Jego film stanowi połączenie atmosfery charakterystycznej dla kina Davida Lyncha z motywami pożyczonymi od Nicolasa Windinga Refna. Niestety, połączenie to ma charakter nieudanej kopii przygotowanej zdolnego ucznia. Lost River ma bowiem niepokojący klimat, ale im dalej zagłębiamy się w niego, tym bardziej jesteśmy świadomi, że patrzymy na udziwnienia wymyślone na pokaz. Liczne przenośnie i alegorie, ukryte znaczenia, niepotrzebne próby powiedzenia o wielu rzeczach naraz. Złą drogę obrał Gosling i gdzieś się pogubił. Udowodnił, że sporo potrafi, ale jeszcze nie bardzo wie, co chce opowiadać. Szkoda!
Wojciech Kąkol
Lost River, reż. Ryan Gosling, wyst. Iain De Caestecker, Christina Hendricks, Saoirse Ronan, Eva Mendes, Matt Smith
Ocena: 4/10
Polub nas na Facebooku!
5 uwag do wpisu “Lost River”