Eichmann

zdalaNazwanie Adolfa Eichmanna człowiekiem ciekawym z pewnością budzi kontrowersje, ale powiedzmy sobie szczerze – gdybyśmy my, widzowie, nie byli ciekawi jego życia i filozofii, którą się kierował, ten film nigdy by nie powstał. Eichmann to przecież główny koordynator planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, człowiek, który zamienił zabijanie w przemysł. Według oskarżycieli w zorganizowanych przez niego obozach zagłady zginęło sześć milionów ludzi. Z pewnością więc „zasłużył” na lepsze dzieło niż dramat więzienny Roberta Younga z 2007 roku.

Akcja filmu toczy się sześćdziesiątych w Izraelu. Uprowadzony z Argentyny przez izraelskie służby specjalne Eichmann czeka na swój proces w więzieniu. Starszy, niezwykle bystry mężczyzna zajmuje niewielką celę. Ma dostęp do książek, do papierosów, do obiadów, które jada w towarzystwie strażników. Co jakiś czas odwiedza go kapitan Avner Less. Przesłuchania, które prowadzi, są nie tylko wojną na słowa, ale i okazją do wspomnień. Raz po raz przenosimy się w przeszłość i śledzimy koleje życia bohatera. Podglądamy jego rodzinę, poznajemy żydowską kochankę, patrzymy, jak podejmuje kolejne decyzje dotyczące milionów. Poznajemy też bliżej Lessa i jego chorą żonę, a także Żydów, którzy biorą udział w protestach, domagając się natychmiastowego skazania Eichmanna.

Co z tego wynika? Ano właśnie nic. Eichmanna wypierającego się zręcznie udziału w zbrodniach („Ja tylko wykonywałem rozkazy!”) właściwie nie poznajemy. Po obejrzeniu filmu nadal nie wiemy, czym się kierował i jakim właściwie był człowiekiem. Twórcy tego obrazu nie mogli się chyba zdecydować, o czym tak naprawdę chcą nam opowiedzieć czy o atmosferze wobec śledztwa i procesu, naciskach tak władz, jak i ulicy, czy o kłopotach rodzinnych Lessa bądź wreszcie życiu samego Eichmanna. Duża ilość wątków sprawia, że każdy z nich wydaje się być potraktowany po macoszemu. Nie ma czasu, by dostatecznie wybrzmieć.

Wydaje się, że twórcy chcieli porównać nazistowski aparat przemocy i związaną z nim biurokrację z tą izraelską, pokazać, że pewne zachowania są po prostu ludzkie. Kiedy więc żona Lessa denerwuje się, że mąż nie powiedział jej o swoim udziale w procesie, ten stwierdza, że tylko wykonywał rozkazy. Nie bardzo wiem, czemu ma to służyć – przecież nie usprawiedliwieniu Eichmanna, którego wina od początku do końca nie ulega żadnym wątpliwościom. Tym bardziej dziwi, że z ekranowego pojedynku to właśnie niemiecki zbrodniarz wychodzi zwycięsko. Less okazuje się zbiorem klisz…

Wojciech Kąkol

Eichmann, reż. Robert Young, wyst. Thomas Kretschmann, Troy Garity, Franka Potente, Stephen Fry, Troy Garity

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

2 uwagi do wpisu “Eichmann

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.