Siedem minut po północy

zdalaKtoś powiedział kiedyś, że istnienie wyniszczających chorób jest dowodem na to, że Bóg – o ile istnieje – dawno się od ludzi odwrócił. Ktoś inny stwierdził, że to jedynie kolejna próba na drodze do zbawienia, że trzeba zaakceptować to, że w życiu bywają trudniejsze chwile. Życie Conora, trzynastolatka z filmu Siedem minut po północy, usiane jest takimi chwilami i chłopak wcale nie chce się z tym zgodzić…

Jego rodzice rozwiedli się, a ojciec wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam założył nową rodzinę i bardzo rzadko odwiedza juniora. Matka zachorowała na raka i coraz częściej odwiedza szpital. Wciąż jest piękna i ciepła, ale coraz słabsza, coraz bardziej pogodzona z losem. Twierdzi, że wydobrzeje, że kolejne leki na pewno zadziałają, ale nie wiadomo, czy sama w to wierzy. Pojawiająca się czasem w domu babcia jest z kolei oschłą, wymagającą kobietą, najwyraźniej nie przepadającą za dziećmi. Conor siłą rzeczy staje się coraz bardziej samodzielny. I samotny. Prześladowany w szkole przez kilku silniejszych chłopaków, powoli odjeżdża w świat marzeń. Całe godziny spędza na szkicowaniu. To jego własny, magiczny świat.

Pewnego dnia rosnący na cmentarnym wzgórzu za oknem cis ożywa i pod postacią drewnianego olbrzyma przychodzi do chłopca. Składa mu propozycję nie do odrzucenia – oferuje trzy opowieści w zamian za czwartą, wymyśloną przez Conora. Opowieści o wiedźmach, aptekarzach i rycerzach mają postać krótkich filmów animowanych z morałem, niebanalnych i pokazujących, że świat wcale nie jest jednoznaczny. Bo Siedem minut po północy to w rzeczywistości wartościowa lekcja życia dla młodych widzów. Obraz godzenia się z nieuniknionym, akceptowania losu, wiary w to, że dzieci w rzeczywistości znacznie więcej rozumieją niż się wszystkim wydaje. I że należy traktować je poważnie, a nie serwować kolejne różowe, rozśpiewane seriale.

Film Siedem minut po północy jest nie tylko mądry i wzruszający, ale również świetnie wyreżyserowany. Efekty specjalne nie górują nad historią, a aktorzy bardzo dobrze grają. Młody Lewis MacDougall mimo niewielkiego doświadczenia tworzy bardzo naturalną postać, zaś operujący jedynie głosem Liam Neeson w roli olbrzyma jest zarówno szorstki, jak i ciepły. Przed wyjściem do kina trzeba tylko pamiętać o zabraniu chusteczek.

Michał Zacharzewski

Siedem minut po północy, A Monster Calls, reż. J. A. Bayona, wyst. Lewis MacDougall, Sigourney Weaver, Felicity Jones, Liam Neeson, Toby Kebbell

Ocena: 8/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk

 

2 uwagi do wpisu “Siedem minut po północy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.