Editors – In Dream

zdalaCo prawda pierwszy dzień wiosny 2016 już za nami ale dziś proponuję krótkie muzyczne wspominki z roku poprzedniego. A mówiąc precyzyjniej chciałbym zwrócić uwagę na 3 muzyczne albumy z zeszłego roku, których za nic w świecie nie powinniście przeoczyć. Editors – In Dream

Wydawało mi się, że „Editorsi skończyli się na Kill’em All”. Nic bardziej mylnego.

In Dream to płyta fenomenalna. Jestem pewny, że wystarczy Wam pierwsza minuta otwierającego krążek No Harm, żeby wciągnąć się w jego klimat na dobre. Początek piątego studyjnego albumu Brytyjczyków przypomina najlepsze nagrania Archive sprzed 10 lat. Genialny kontrast wokalnych rejestrów basową zwrotką i sopranowym refrenem w towarzystwie hipnotycznej elektroniki dosłownie porażają. W porównaniu do piorunującego początku nieco blado wypada kolejne, nieco infantylne Ocean of Night, ale każdemu numerowi byłoby ciężko udźwignąć presję takiego poprzednika. W oceanie najprzyjemniej robi się w czwartej minucie, a kiedy wpływamy z niego w trzeci na krążku Forgiveness automatycznie przenosimy się w krainę odlotu. Trudno opisać słowami to, co dzieję się w tym kawałku. Pulsujący bas przechodzący w fortepian, pijane brzmienie gitary wymieszane z zawodzącym wokalem wyciągającym słowo America plus wiele innych genialnych elementów składających się na hipnotyzującą całość.

Salvation zaskakuje natomiast zmieniającym co kilka sekund poziomem głośności w zwrotce brzmiącej tak jakby realizator co kilka sekund przysypiał i nosem przesuwał guzik na konsolecie. No i ten refren wybuchający nagle, stawiający do pionu swoimi dźwiękami i udowadniający jak szczęśliwym można być tylko z powodu posiadania zmysłu słuchu.

Najbardziej znany singiel z albumu In Dream, czyli Life Is A Fear, doskonale oddaje charakter całej płyty. Basowy motyw rozsadzający głośniki, niebanalna fantastyczna melodia oraz takie same tekst i kolaż elektroniki i rocka. Brzmi to trochę tak, jakby Ian Curtis dorwał się do niezliczonej, dostępnej obecnie ilości instrumentów elektronicznych.

The Law to jakby młodszy brat No Harm. Najbardziej kosmicznym kawałkiem na tym albumie jest jednak jego następca, zatytułowany Our Love. Powinni jej słuchać na okrągło choćby niepokojąco zwracający się w stronę disco muzycy Coldplaya, bo właśnie ten numer jest genialnym dowodem na to, że można stworzyć absolutnie przebojowy kawałek, z dyskotekowym beatem, piskliwym wokalem, klawiszem rodem z „gra i trąbi zespół Kombi”, a jednocześnie będącym alternatywą przed duże „A”.

Moim numerem jeden z In Dream jest jednak All The Kings. To jak ten utwór rośnie od prostego elektronicznego motywu, przez wokalną synkopę w słowach „but the beat of your heart”, niesamowity refren przechodzący w jeszcze bardziej rozbudowaną drugą zwrotkę jest najlepszym dowodem dowód na geniusz zespołu Editors.

Nadal jestem absolutnie oszołomiony tym krążkiem, mimo iż od jego premiery minęło już niemal pół roku. Ze spokojnym sumieniem polecam go absolutnie każdemu.

-Bono

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.