
W poszukiwaniu oryginalnego pomysłu twórcy Moonlight Peaks zapędzili się do fantastycznego świata zamieszkanego przez rozmaite dziwaczne stwory, w tym wampiry. Należy również do nich główny bohater gry i dlatego działa jedynie pomiędzy szóstą wieczorem a szóstą rano. W dzień nie wychodzi z domu.
Gra Moonlight Peaks przypomina trochę Stardew Valley i jest symulatorem (nie)życia wymieszanym z typową grą farmową. Gracz pracuje bowiem na farmie i stara się dbać o rozmaite zwierzątka i roślinki (także te magiczne). Wykonuje też wiele innych ważnych prac, kopie doły, rąbie drzewa, plewi chwasty, łowi ryby, a w wolnych chwilach warzy mikstury. Winogrona krwi czy upiorne kotki są tu na porządku dziennym i dodają grze charakteru. Pomagają budować klimat.
W zabawę wbudowano oczywiście tradycyjną mechanikę rozwojową. Początkowo gracz nie ma wiele, pracuje na skromnym poletku i wykonuje proste, powtarzalne czynności. Zarabia w ten sposób środki, które pozwolą mu w przyszłości na inwestycje. Chociażby na postawienie stodoły, bez której nie ma co marzyć o sprawnym hodowaniu krów. Na to nałożono fabułę i umożliwiono bohaterowi interakcje z sąsiadami, ba, zaproponowano grę karcianą o nazwie Nockturn. To pozwala zabić nudę.
Bo Moonlight Peaks – mimo uroczego wyglądu i fajnego klimatu – ma także wady gatunku, choćby ową powtarzalność i od pewnego momentu dość męczący grind. Nie do końca przekonuje również system wytrzymałości, który nieco ogranicza działania i wymusza właściwe odżywianie się. Ważne, że developerzy stopniowo wprowadzają pewne zmiany do gry i ją poprawiają. Eliminują rozwiązania, które nie spodobały się. Dlatego właśnie warto po tę produkcję sięgnąć. Jest coraz przyjemniejsza.
Joel
Moonlight Peaks, Little Chicken Game Company, PC, Switch, Android
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.