
Pennywise to klaun z powieści To Stephena Kinga, ale też punkrockowy band z Kalifornii. Powstał w 1988 roku – u szczytu popularności wspomnianej książki – i już trzy lata później wydał debiutancki album. Od tego czasu regularnie wypuszcza kolejne krążki. Never Gonna Die jest dwunastym z nich.
Płyta ukazała się w 2018 roku – na trzydziestolecie zespołu – i zawiera czternaście skocznych, rockowych kawałków. Całość otwiera tytułowy Never Gonna Die, mocniejszy, bazujący na cięższych riffach. American Lies to z kolei dynamiczny numer poświęcony kłamstwom polityków, ale i ogólnie „kłamstwu amerykańskiemu”. Tempo utrzymuje Keep On Movin z fajnym, wpadającym w ucho refrenem. Podobnie jak i Live While You Can, ciut może lżejszy, ale wciąż punkrockowy.
Rozbudowany Can’t Be Ignored wpada w ucho dzięki melodyjnym chórkom, Goodbye My Times to z kolei numer radiowy, bardziej przystępny, choć niepozbawiony charakteru. Uwagę zwracają również krótki, niespełna dwuminutowy Listen oraz Can’t Save You Now, numer wykorzystujący sample i będący krytyką rządzącego prezydenta USA. Całość wieńczy Something Now, kolejny dynamiczny numer na te same tematy.
Never Gonna Die to album lubiany przez fanów, odpowiednio energetyczny i szybki. Znalazło się na nim o najmniej kilka utworów, które zespół grywa na koncertach. Z drugiej strony nie da się ukryć, że to po prostu kolejny krążek Pennywise. Band nie proponuje nic nowego, gra to, co grał zawsze, a poszczególne kompozycje przy pierwszym słuchaniu zlewają się w całość.
Joel
Pennywise, Never Gonna Die
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.