
Zacząć muszę od prezentacji, bo powiedzmy sobie szczerze – Wielkie Ilości Piorunów na Raz nie są jeszcze czołową gwiazdą polskiej sceny muzyczne i dopiero walczą o tę pozycję. Band pochodzi z Poznania i tworzą go trzej kumple, Dorian, Adam i Tomasz. Grają rocka, ale takiego brudnego, mającego też sporo z grunge’u i punka. Jego siłą są mocne teksty, no i odpowiednio zaangażowany wokal. A nazwa? Wymyślił ją barman z poznańskich Jeżyc.
I skoro już ten Poznań padł kilka razy, to wypada napisać, że tak właśnie nazywa się druga piosenka z płyty, opowieść o życiu miasta, zarówno tym nocnym, jak i dziennym. Dla mnie to taka odpowiedź na warszawskie podróże T.Love’u, tyle że zagrana ostrzej i szybciej. To dobre wsparcie pierwszego na krążku utworu zatytułowanego Wielkie Ilości Piorunów Na Raz. Dzięki niemu naprawdę łatwo zapamiętać, jak się kapela nazywa.
Mocy jest tu oczywiście więcej. Choćby Terapia czy Chujnia walą konkretem, riffy są mocne, przekaz jasny i czytelny, refreny fajne i wpadające w ucho. Dobrze brzmi również tiktokowy przebój Dziwki, koks. Niespodzianką jest z pewnością ballada Kocham cię jak Rosję, bo zespół trochę politykuje. Mamy tu bowiem spokojną Kochankę Putina czy chociażby Piosenkę Wszechpolską. Do tego trochę autorefleksji w postaci piosenek Sarnowski wraca do kraju czy Warszawa.
Wielkie Ilości Piorunów na Raz mają trochę pecha. W latach 90. pewnie dawno już zdobyliby popularność. Dziś, w czasach nudnego radiowego popu, rockowym składom trudno jest się przebić i nawet sukcesy festiwalowe niewiele pomagają. Ale z drugiej strony granie to frajda. Wydanie płyty to frajda. Koncertowanie to frajda. Kto może to robić, nie powinien za bardzo narzekać…
Joel
Wielkie Ilości Piorunów na Raz, Wielkie Ilości Piorunów na Raz
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.