
To temat rodem z powieści fantasy. Oto świat ulega zagładzie, wszyscy ludzie znikają, zostaje tylko główny bohater, któremu z niejasnych powodów udało się przetrwać. Błąka się teraz po opuszczonym mieście, mierzy z rozmaitymi wyzwaniami…
W klasycznej powieści fantasy, takiej jak chociażby Jestem legendą, owymi wyzwaniami byłyby jakieś potwory, zmutowane szkarady, które rzucałyby mu się do gardła. W najgorszym przypadku musiałby nauczyć się żyć, radzić sobie w świecie, w którym nie ma już nie tylko ciepłych babeczek z jagodami, ale też psychoterapeutów, lekarstw, prądu, wody w prysznicu… Być może przy okazji próbowałby ustalić, co takiego stało się ze światem i dlaczego on jeden przetrwał.
Powieść Żywego ducha jest inna. To przecież Pilch. Jego nie interesują potwory, nie bawią rozważania na temat dostępności paliwa samochodowego czy terminu przydatności soczków dostępnych w sklepach. Jego bohater, starszy mężczyzna mieszkający gdzieś nad Wisłą, nie popada w panikę. Po prostu dalej żyje. Obserwuje świat, analizuje, dywaguje, mierzy się ze swoimi nerwicami. Jest przy tym mroczny, ale i autoironiczny. Koniec świata sprawia, że spogląda na własną egzystencję z zupełnie innej perspektywy.
Pilcha kompletnie nie interesuje otoczka. Nie stawia przed swoim bohaterem klasycznych wyzwań związanych z apokalipsą. Nie wgłębia się nawet w to, dlaczego woda wciąż leje się z kranów, a z gniazdek płynie prąd. Skupia się na owych rozważaniach i polewa je obficie dygresjami. Wspomina kobiety ze swojego życia, trochę narzeka na nudę i samotność, spogląda nowym okiem na dzieła sztuki. A wszystko po to, by Pilch mógł opisać to ze swadą.
To książka dla miłośników jego prozy. Dla fanów science fiction, którzy liczą na kolejną historię z cyklu ‘ostatni człowiek na Ziemi’, będzie ona sporym rozczarowaniem.
Michał Zacharzewski
Żywego ducha
Autor: Jerzy Pilch
Wydawnictwo Literackie
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.