
Hanna Maria Raniszewska jest w Polsce osobą znaną i nieznaną. Z jednej strony ma przecież te swoje Fryderyki, ma kilka płyt na koncie, wspaniałą muzykę filmową czy Paszport Polityki. Z drugiej strony pozostaje artystką nierozpoznawalną, a wielu ludzi zwyczajnie nie kojarzy jej kompozycji. Być może dlatego, że bnie tworzy rzeczy prostych i oczywistych.
Taka jest też płyta Ghosts. Tytuł niektórym może kojarzy się z horrorami, ale chodzi o duchy z przeszłości, oniryczne wspomnienia, nastrojowe, nieco ambientowe melodie. Krążek zawiera trzynaście utworów, z czego połowa to kompozycje instrumentalne, pozostałe okraszone są delikatnym wokalem Hani. Muzycznie bywa różnorodnie. Otwierający wydawnictwo utwór Oltre Terra to niepokojący ambient kosmiczny, bez wątpienia tajemniczy, daleki od naszej ziemskiej rzeczywistości. Z kolei Hello to już muzyka elektro-popowa, przyjemna i wpadająca w ucho, choć pozbawiona przebojowości radiowych hitów.
Hania otwiera na Ghost wiele różnych półeczek muzycznych. Stawia na oldschoolowy dark wave w 24.03 (mnie on kojarzył się z sountrackiem do Turbo Kid), podążą w światy jazzu w trwającym ponad jedenaście minut Komedzie, delikatnie usypia w Don’t Break My Heart, próbuje wyciszyć odbiorę dzięki Whispering House. A do tego dochodzi przecież przyjemnie melancholijna Utrata i ambientowe Dancing with Ghosts. W niektórych utworach towarzyszą jej goście, między innymi Patrick Watson, Ólafur Arnalds i Duncan Bellamy.
Człowiek po wysłuchaniu płyty Ghost uspokaja się, zupełnie jakby właśnie odbył kosmiczną podróż i powrócił w niej, by znów cieszyć się zwykłą codziennością. Powinien też się cieszyć, że oto mamy w Polsce dziewczynę, która tworzy wyjątkową muzykę. I która ma szansę podbić świat. To już się w jakimś stopniu dzieje, ale jeszcze nie jesteśmy tego świadomi. A może po prostu nie potrafimy być dumni z sukcesów?
Joel
Hania Rani, Ghosts
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.