
Josquin des Prez był średniowiecznym kompozytorem wokalnej muzyki dawnej. Pochodził z Flamandii, ale znaczną część życia spędził jako dyrygent chórów kościelnych w Mediolanie, Rzymie, Ferrarze i Modenie. Nieraz wracał też do Francji. Oczywiście tworzył muzykę, ale również śpiewał. I cieszył się uznaniem. Ponoć był pierwszym kompozytorem, którego drukowano za życia.
Björn Schmelzer i jego zespół Graindelavoix postanowili przypomnieć jego dokonania. Tak właśnie powstała płyta Josquin, the Undead: Laments, Deplorations & Dances of Death, zbiór lamentów, elegii i tańców śmierci wydany z okazji pięćsetlecia śmierci ich kompozytora. I są to utwory piękne, choć jednocześnie trudne w odbiorze dla przeciętnego współczesnego odbiorcy. Oszczędne, bazujące na wokalach, którym bardzo rzadko towarzyszą instrumenty.
Utwory rozpisane są na pięć, sześć męskich głosów, wśród których basowy bywa podstawą harmonii. Graindelavoix wzbogacił się też o kontratenor, tonację siłą rzeczy obniżono, nie szukano na siłę eksperymentów czy jakichś udziwnień. Artyści chcieli oddać hołd muzyce dawnej, odtworzyć ją taką, jaką mogła być te pięć wieków temu. Zadanie mieli o tyle niełatwe, że des Prez tworzył wówczas utwory dość złożone, właściwie polifoniczne motety.
Uwagę zwraca sama tematyka utworów. Josquin des Prez w ostatnich dekadach życia zajmował się tematem śmierci. Stąd też być może na okładce znajduje się czaszka, a w tytule owo „the undead”, które można interpretować na kilka różnych sposobów. Można też po prostu zanurzyć się w muzyce i pozwolić myślom błądzić…
Joel
Björn Schmelzer, Graindelavoix, Josquin des Prez, Josquin the Undead: Laments Deplorations & Dances of Death
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.