
Trochę na ten nowy album Marilyna Mansona czekaliśmy. W międzyczasie artysta zmienił wytwórnię, dogadał się z Nuclear Blast Records, przeżył dramę ze swoją partnerką, która oskarżała go o znęcanie się, a potem został scancellowany przez niektóre media. Jak naprawdę było, nie mam pojęcia, jeśli zawinił, powinien ponieść karę. Co nie oznacza, że stracił talent. One Assassination Under God, Chapter 1 to potwierdza.
To dobra płyta. Nie wybitna, nie najlepsza w karierze wokalisty, ale porządna, sprawnie nagrana, z kilkoma potencjalnymi przebojami i utworami, które naprawdę dobrze się słucha. Wierzę, że jego fani będą z niej zadowoleni, chyba że poszli w innym kierunku i kręci dziś ich coś innego niż kiedyś. Przecież nawet otwierający album utwór tytułowy, One Assassination Under God, zawiera sto procent Mansona w Mansonie.
W ogóle pierwsze utwory na płycie brzmią naprawdę dobrze. No Funeral Without Applause, Nod If You Understand czy As Sick As The Secrets Within są odpowiednio mroczne i niepokojące, melodyjne, z charakterystycznym gitarowym walcem rozjeżdżającym wszystko, jak leci. Sacrilegious wydaje się nieco bardziej pogodny, Meet Me in Purgatory brzmi wręcz znakomicie, podobnie jak finałowy Sacrifice Of The Mess.
Pasuje mi takie granie. Pasuje mi taka płyta. Marilyn Manson pokazał to, co na niej dobre, za pomocą singli, ale to nie oznacza, że reszta materiału nie jest godna uwagi. Docenić trzeba również to, że stoi za nim zespół, który swoje dostarcza. Nie jest to przypadkowa zbieranina i to na nagranych utworach czuć. No szacun, ludzie.
Joel
Marilyn Manson, One Assassination Under God Chapter 1
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.