
Westerny wcale nie skupiały się na ponurych aspektach życia na Dzikim Zachodzie. Nie zawsze też opowiadały o bezwzględnych rewolwerowcach, dzikich Indianach, wreszcie szeryfach usiłujących zaprowadzić porządek w swoich błotnistych miastach. Rzeka bez powrotu to na przykład film przygodowy, niekiedy autentycznie zabawny, w dodatku okraszony odrobiną romansu.
Jego akcja toczy się w 1875 roku gdzieś na północy. Zwolniony z więzienia wdowiec Matt Calder (Robert Mitchum – Przylądek strachu, El Dorado) dociera do obozu poszukiwaczy złota. Chce zabrać stamtąd swojego dziewięcioletniego syna, Marka (Tommy Rettig), którym po śmierci jego żony opiekowała się podrzędna piosenkarka Kay (Marilyn Monroe). Mężczyzna zamierza osiąść na farmie i zaopiekować się chłopcem, dla którego jest póki co kimś obcym.
Tymczasem do Kay przyjeżdża jej narzeczony, Harry (Rory Calhoun), rasowy szuler, który musi jak najszybciej dostać się do miasta. Decyduje się na spływ wartką rzeką i niemalże się topi, lecz z pomocą przychodzi mu Matt. Kiedy chłopak bezceremonialnie go okrada, rozczarowana jego postępowaniem Kay postanawia zostać z mężczyzną i jego synkiem. Sęk w tym, że mają tylko tratwę, a przed nimi rozciąga się niebezpieczne terytorium należące do Indian.
Rzeka bez powrotu oferuje piękne panoramy Gór Skalistych i niezwykle atrakcyjną Monroe w jednej ze swoich słabszych ról. Filmowi brakuje właściwego tempa, a wiele scen ciągnie się niepotrzebnie. Na szczęście są też takie, które skutecznie podnoszą ciśnienie spragnionemu emocji widzowi. Produkcji szkodzą też sceny nakręcone w studio, na tle ekranu z rzeką, a także pomysł z próbą gwałtu, nad którą bohaterowie przechodzą do porządku dziennego. Trudno jednak nie docenić chemii pomiędzy Mattem a Kay oraz nie zaśmiać się przy kilku okazjach.
To miał być tani western, masowy produkcyjniak. Kiedy dość nieoczekiwanie rozbłysła gwiazda Monroe, studio dorzuciło pieniędzy na Mitchuma czy kilka plenerów, ale nie poprawiło scenariusza. I to właśnie on najbardziej kuleje. To on sprawia, że Rzeka bez powrotu nie należy dziś ani do arcydzieł światowego kina, ani do filmów chętnie wznawianych przez telewizję. Moim zdaniem szkoda, bo ma swój niepodważalny urok…
Zobacz, jeśli:
– Chcesz zobaczyć jedyny western z Monroe
– Lubisz rwące rzeki
Odpuść sobie, jeśli:
– Nie cierpisz westernów
– Ani filmów z lat 50.
Michał Zacharzewski
Rzeka bez powrotu, River of No Return, 1954, reż. Jean Negulesco, Otto Preminger, wyst. Robert Mitchum, Marilyn Monroe, Rory Calhoun, Tommy Rettig, Murvyn Vye, Douglas Spencer, Fred Aldrich, Hal Baylor, Don Beddoe, Jarma Lewis
Ocena: 6,5/10
Polub nas na Facebooku i Twitterze.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.
Jedna uwaga do wpisu “Rzeka bez powrotu”