Moje wielkie greckie wesele

Niektóre filmy są skazane na sukces. Powstają nakładem olbrzymich środków finansowych, mają znanych aktorów w obsadzie i olbrzymią kampanię reklamową. Muszą wypalić, bo takie są prawa rynku. A jednak co roku trafiają do kin dużo skromniejsze produkcje, które skutecznie stawiają im czoła. Taką niedużą, a jednocześnie popularną komedią byli kilka lat temu Bajecznie bogaci Azjaci. Dwadzieścia lat temu podobny sukces odniosło Moje wielkie greckie wesele. Sporo te filmy łączy. Choćby ślub, duża rodzina i… oryginalna tożsamość kulturowa bohaterów.

Toula Portokalos (Nia Vardalos) ma trzydzieści lat, greckie korzenie i całą wielką rodzinę na karku. Cóż, pracuje w rodzinnej restauracji, więc nic dziwnego, że rodzice są tuż obok… i starają się kontrolować jej życie. Najbardziej zależy im na tym, by dziewczyna wreszcie wyszła za mąż i dorobiła się stada dzieciaków. Problem w tym, że Toula jak dotąd nie spotkała odpowiedniego mężczyzny. Jest zdolna, inteligentna, może nieco zaniedbana, a przede wszystkim wymagająca. Pierwszym lepszym gościem się nie zadowoli.

Moje wielkie greckie wesele to komedia romantyczna, wiec Toula pozna swojego wymarzonego faceta. To Ian (John Corbett), przystojny i dowcipny koleś, który ma jedną dużą wadę – nie jest Grekiem. A to oznacza, że rodzina głównej bohaterki nie przyjmie go z szeroko rozpostartymi ramionami. Jak łatwo się domyśleć, dziewczyna będzie musiała nieźle kombinować i owe kombinacje szybko ją pogrążą. Na szczęście nas, widzów, będą śmieszyć.

Wyprodukowany przez Toma Hanksa film należy do tych produkcji, które ogląda się z uśmiechem na twarzy. Rodzina Touli jest bowiem fantastyczna. Zakręcona i zwariowana, pełna greckich oryginałów, pozornie surowa, a w rzeczywistości niezwykle ciepła. Reżyser Joel Zwick pokazuje ją z lekkim przymrużeniem oka, trochę natrząsając się z ich obyczajów, jednak robiąc to z szacunkiem. Gdzieś w tle pobrzmiewają echa Kopciuszka, bajeczki, którą podobno kochają wszystkie duże i małe dziewczynki. Bohaterka Moje wielkie greckie wesele zawsze dbała o innych i innymi się przejmowała. Teraz los chce ją wreszcie wynagrodzić…

Niektóre filmy są skazane na sukces. Niektóre powstają zaś za marne pięć milionów dolarów, ale poprawiają humor skuteczniej niż wielkie blockbustery. Moje wielkie greckie wesele jest takim właśnie tytułem. Produkcją, która najlepiej smakuje z krestosupą, musaką i kieliszkiem retsiny.               ..

Zobacz, jeśli:
– Lubisz lekkie, rodzinne komedie
– Masz ochotę poprawić sobie nastrój
– Kochasz greckie klimaty

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie cierpisz romkomów. Chronicznie!

Michał Zacharzewski

Moje wielkie greckie wesele, My Big Fat Greek Wedding, 2002, reż. Joel Zwick, wyst. Nia Vardalos, John Corbett, Lainie Kazan, Michael Constantine, Gia Carides, Louis Mandylor, Joey Fatone, Bruce Gray, Frank Falcone, Andrea Martin

Ocena: 7/10

Polub nas na Facebooku.
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.

2 uwagi do wpisu “Moje wielkie greckie wesele

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.