Syndrom wenecki

Sytuacja Wenecji nie wygląda zbyt dobrze. W tym tygodniu zalewa ją półtorametrowy przypływ, woda wdziera się do zabytków, podtapia sklepy i restauracje, przetacza się przez mieszkania tych, których nie było stać na wyżej położone lokale. Sam byłem w Wenecji kilkanaście lat temu i już wtedy Plac Świętego Marka znajdował się pod wodą. Chodziło się po deskach rozłożonych na cegłach. Teraz jest jeszcze gorzej.

Zagrożenia związane z przemianami pogodowymi to jedna strona medalu. Syndrom wenecki koncentruje się na tej drugiej, czyli na weneckiej codzienności. Kilkadziesiąt lat temu mieszkało tam blisko dwieście tysięcy ludzi, dziś około pięćdziesięciu tysięcy – tyle, co po wielkiej pladze z 1438 roku. Za to co roku miasta odwiedza 20 milionów ludzi (dziennie 60000). Przyjeżdżają autokarami, przypływają wielkimi statkami, lądują na pobliskich lotniskach. Przebiegają przez miasto i uciekają. Zostają na dzień, góra dwa, podczas gdy kiedyś w Wenecji spędzało się minimum dwa tygodnie. Odpoczywało się na plażach, delektowało kulturą i sztuką, zostawiało tu swoje pieniądze. Niewielu dziś to robi; większość wybiera noclegi na lądzie. Jaki zysk ma z nich Wenecja? Żadnego. A i tak generuje 1,5 miliarda euro rocznie.

Zmieniła się za to długość sezonu. Kiedyś trwał sześć miesięcy, po których całe miasto odpoczywało i doprowadzało się do porządku. Dziś sezon trwa przez cały rok i na inwestycje czy naprawy nie ma czasu. Miejscowi próbują przyzwyczaić się do ciągłego gwaru, trwających po świt imprez, tłumów ludzi spacerujących im pod oknami. Wielu sprzedaje mieszkania i wynosi się na ląd. Inni decydują się je wynajmować, są też tacy, których do opuszczenia Wenecji zmusza sytuacja ekonomiczna. Ceny wynajmu rosną, dyktowane przez gotowych do ponoszenia wydatków turystów. Turyści nie potrzebują sklepów, szpitali, przedszkoli, urzędów pocztowych – te również znikają, utrudniając życie w mieście. Nie ma też zachodnich firm, co sprawia, że z miasta uciekają młodzi. Nie wszystkich przecież interesuje praca gondoliera, przewodnika czy pracownika hotelu.

Wenecja według twórców dokumentu Syndrom wenecki ma wiele problemów do rozwiązania. Ochrona miasta przed wodą jest jednym z nich, ale przecież miasto nie ma też kanalizacji (wszystkie ścieki lądują w wodzie), a do 2030 większość mieszkańców wyprowadzi się. Tkanka miejska obumiera, ginie prawdziwa Wenecja, a pozostaje kamienne muzeum, taka cepelia zrobiona pod turystów. Może i malownicza, ale sztuczna, pozbawiona życia. Jak ta rafa w pobliżu Australii…

Zobacz, jeśli:
– Interesujecie się przemianami na świecie
– Jedziecie do Wenecji lub tam byliście

Odpuść sobie, jeśli:
– Nie interesuje was to, co się dzieje we Włoszech

Michał Zacharzewski

Syndrom wenecki, The Venice Syndrome, Das Venedig Prinzip, 2012, reż. Andreas Pichler

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku.
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.