Pięć manekinów

Pewnie nie tylko ja wychowałem się na książkach Edmunda Niziurskiego. Kilka dekad temu należał przecież do najpopularniejszych autorów powieści młodzieżowych. W zaprzyjaźnionej bibliotece te najbardziej znane – „Klub włóczykijów”, „Księga urwisów” czy „Sposób na Alcybiadesa” – były strasznie zaczytane. Dosłownie rozpadały się w rękach.

Okazuje się, że w młodości Niziurski pisał też kilka kryminały. I to kryminały dla dorosłych, choć niekoniecznie mroczne. Ponure sprawy rozjaśniał bowiem humorem sytuacyjnym, absurdalnymi nazwiskami bohaterów, żartobliwymi dialogami. I takich właśnie jest Pięć manekinów. W Warszawie w ogrodzie za jednym z domów znalezione zostaje ciało malarza Postura. Prowadzący śledztwo milicjanci, porucznik Żurko, kapitan Trepka i sierżant Fiołek, natrafiają w jego mieszkaniu na pięć oryginalnie ubranych manekinów i nieukończony obraz.

Podejrzanych jest co najmniej kilku. Ot, Krysia, dziewczyna Postura, która mieszka we wspomnianym domu. Do tego jej gosposia, Apolonia Dopust. Melassa i Mohylny, dwóch podejrzanych typów, ich wspólnych znajomych. Wreszcie Antoni Bujwid Żurawski, sąsiad Postura, spokojny starszy mężczyzna, który chronicznie nie trawił puszczanej przez niego głośnej muzyki. Z każdym trzeba porozmawiać, zeznania każdego połączyć ze sobą, wyjaśnić niejasności, dopasować do faktów. Szczególnie zadowoleni mogą być mieszkańcy Bielan i Saskiej Kępy, bo właśnie w tych dzielnicach toczy się akcja.

Kiedy Niziurski pisał tę książkę, nie miał jeszcze trzydziestu lat. Nic dziwnego, że inspirował się klasykami gatunku, w tym Agathą Christie. To od niej zapożyczył kilka rozwiązań fabularnych, włącznie z rozwiązaniem, które błyskotliwy detektyw ujawnia podczas spotkania ze wszystkimi zaangażowanymi w sprawę. Nie oznacza to, że nie nadał powieści własnego stylu. W Pięciu manekinach czuć Niziurskiego, chociażby w potyczkach słownych dość stereotypowo potraktowanych bohaterów oraz w specyficznym języku.

Najmocniejszy zarzut, jaki można postawić tej historii, to niewielka ilość kryminału w kryminale. Zagadka niby jest, ale autor nie stara się wciągnąć czytelnika w jej rozwiązanie. Nie buduje też klimatu, raczej dba o to, by powieść dobrze się czytało. Szkoda też, że Pięć manekinów nie ukazuje Warszawy z lat pięćdziesiątych. Dziś takie opisy miałyby szczególną wartość. Niestety, tego tu nie ma.

Joel

Pięć manekinów, Edmund Niziurski

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Pięć manekinów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.