Robaczki z Zaginionej Dżungli

Szanowni czytelnicy dzielą się zapewne na dwie grupy. Przedstawiciele tej pierwszej widzieli niegdyś Robaczki z Zaginionej Doliny bądź też opowiadający o tych samych bohaterach serial animowany i doskonale wiedzą, czego się spodziewać. Przedstawiciele drugiej grupy nie mają bladego pojęcia, dlaczego ktoś mógł nakręcić film o robakach. Zastanawiają się pewnie, czy przypadkiem nie jest to historia wędkarzy łowiących w dżungli piranie na rosówkę. Otóż nie jest.

Robaczki z Zaginionej Dżungli to połączenie całkiem ładnie sfilmowanej przyrody z wklejonymi w kadry animowanymi robaczkami – biedronkami, mrówkami, gąsienicami czy chociażby pajączkami. Insekty te nie potrafią mówić. Porozumiewają się za pomocą bzyknięć, pisków, trąbnięć, a także min czy gestów. Nie oznacza to, że są głupie. Potrafią przecież budować statki unoszące się na wietrze dzięki balonom, obsługiwać iPody, czytać po angielsku, a nawet komunikować się na sporą odległość. Tworzą jedną wielką społeczność, w której nie brakuje tak miłości, jak i zawiści.

Przedstawiona w filmie historia rozpoczyna się od włamu do sklepu z wyśmienitym masłem orzechowym. Grupka czarnych mrówek liczy, że nieźle się tam obłowi, jednak zostaje przydybana przez okrutne mrówki czerwone. Dwie ściągnięte na pomoc biedronki pomagają im, lecz same wpadają w kłopoty. Jedna z nich – nazwijmy ją juniorem – zostaje ogłuszona i wpada do kartonu, który po chwili zostaje starannie zapieczętowany i wysłany na Karaiby. Druga – tatuś – nie zamierza zostawić synka w potrzebie i rusza jego śladem. Samolotem, na gapę. Z lotniska Charlesa De Gaulle’a!

Świetnie się bawiłem na tym filmie. Wreszcie zobaczyłem animację, która wygląda inaczej niż seryjnie produkowane „komputeraki”, a jednocześnie jest emocjonująca i zabawna. Okazuje się bowiem, że wcale nie trzeba dialogów, by opowiedzieć ciekawą historię.  To cenna nauka dla dzieciaków, które wybiorą się do kina. Choć podejrzewam, że niektóre – zwłaszcza te wychowane na durnych amerykańskich kreskówkach – mogą się chwilami nudzić. Akcja nie pędzi tu na złamanie karku, zabawnych dialogów nie ma, a i same robaczki jakieś takie… robaczywe. Jak to robaczki zresztą.

Fajne kino. Nie tylko dla wielbicieli robaków.

Zobacz, jeśli:
– Potrafisz docenić animację bez dialogów
– Nie brzydzisz się żuków, gąsienic i mrówek
– Lubisz przyrodę

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na zakręcony humor i szybką akcję

Michał Zacharzewski

Robaczki z Zaginionej Dżungli, Minuscule – Les mandibules du bout du monde, 2018, reż. Helene Giraud, Thomas Szabo

Ocena: 7/10

Polub nas na Facebooku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.