OzLand

Właściwie nie wiadomo, co się stało. Świat po prostu uległ zagładzie. Nie ma już ludzi. Prawie. Leif (Zack Ratkovich) i Emri (Glenn Payne) wędrują trochę bez celu przez bezdroża Kansas. Mijają przepiękne, dzikie łąki i niezaorane pola, ruiny dawno opuszczonych domów, nieczynne fabryki, rdzewiejące zbiorniki na zboże. Wierzą, że natkną się na innych ludzi, w końcu siebie jakoś odnaleźli. Niestety, ich wędrówka z dnia na dzień staje się coraz bardziej samotna.

Lief nie jest zbyt rozgarnięty. Emri musi się nim opiekować, przypominać o regularnym piciu, o niezbędne w niektórych miejscach ostrożności. Z drugiej strony to on nie potrafi czytać. Lief nie ma z tym większych problemów. Nieoczekiwanie jednak zaczyna fascynować się znalezioną w jednym z domów książką, „Czarnoksiężnikiem z Krainy Oz” Lymana Franka Bauma. Nieoczekiwanie zaczyna dostrzegać w otaczającym go świecie bohaterów rodem z powieści. Zniszczonego blaszanego człowieka. Ukrzyżowanego na polu człowieka, przypominającego stracha na wróble. Wreszcie lwa z plakatu dawno nieistniejącego cyrku…

OzLand nie oferuje żadnych fajerwerków. Widz może się jednak delektować malowniczymi plenerami i samotnością towarzyszącą bohaterom. Bo to na dobrą sprawę nie jest film apokaliptyczny, a przynajmniej nie taki, do jakiego przyzwyczaiło nas amerykańskie kino. Tu najlepsze sceny to sceny rozmów. Dwóch mężczyzn siedzi bądź idzie przed siebie. I rozmawia. Wspomina, marzy, dzieli się wiedzą. Czasem też kłóci, bo Emri nie widzi tego Kansas, które dookoła siebie zdaje się dostrzegać Lief.

Wielka szkoda, że tego ostatniego nie zagrał młodszy aktor. Mam nieodparte wrażenie, że rola została napisana z myślą o góra dwunastoletnim dziecku. W efekcie czasami trudno uwierzyć w tę postać. A przecież Michael Williams – scenarzysta, reżyser, producent, operator i montażysta w jednym – bardzo się starał, aby uwiarygodnić tę opowieść. Celowo wywalił z niej odniesienia do katastrofy, która doprowadziła do upadku naszego świata. Chciał, byśmy skupili się na samej opowieści. I skupiamy się, choć jest ciut za długa. Dobrze, że ekranowej magii w niej nie brakuje.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz takie spokojne kino jak Z jak Zachariasz
– Kochasz Czarnoksiężnika z krainy Oz i wszystkie wariacje na jego temat

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na spektakularną akcję i fajne efekty specjalne
– Nie lubisz, gdy pół filmu robi jeden człowiek

Michał Zacharzewski

OzLand, 2015, reż. Michael Williams, wyst. Zack Ratkovich, Glenn Payne

Ocena: 6/10

Polub nas na Facebooku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.