Lokis. Rękopis profesora Wittembacha

Kiedyś pewnie nazwano by ten film horrorem. Dziś zupełnie nie przypomina obrazów tego gatunku. Ma co prawda niesamowity nastrój, lecz grozy w nim niewiele. Z gotyckich opowieści pozostała mu jedynie konwencja, pewne składowe, które tworzą historię niesamowitą. Historię pastora, profesora Wittembacha, eksperta Towarzystwa Biblijnego z Królewca, który pod koniec dziewiętnastego wieku wyrusza na Żmudź i Litwę, by przyjrzeć się z bliska lokalnemu piśmiennictwu sakralnemu.

Trzy damy spotkane w pociągu doradzają mu odwiedziny w majątku hrabiego Szemiota, gdzie znajduje się cenny dokument. Pastor udaje się tam i zostaje przyjęty w gości. Poznaje bliżej cierpiącego na migreny właściciela pałacyku, a także lekarza opiekującego się jego chorą psychicznie matkę. Przed laty podczas polowania została zaatakowana przez niedźwiedzia. Ocalała, lecz postradała zmysły. Lekarze liczyli, że narodziny syna przywrócą ją światu, jednak się zawiedli. Tymczasem hrabia rozpoczyna starania o rękę mieszkającej w pobliżu panny Julii…

Dość szybko zostaje zasugerowane, że mężczyzna ma w sobie coś z niedźwiedzia, nazywanego na Litwie lokisem. Tylko co? W tym momencie reżyser Janusz Majewski rozpoczyna subtelną grę z widzem. Nie wiadomo bowiem, czy pozwala sobie zerwać z realizmem czy też skupia się na chorobie psychicznej niewątpliwie dotykającej członków rodu Szemiotów. A może swoje dokłada tu lekarz, pozornie inteligentny człowiek, który przy bliższym poznaniu okazuje się frywolnym fircykiem szukającym okazji do łatwego zarobku.

Lokis. Rękopis profesora Wittembacha nie straszy, a nawet nie próbuje tego robić. Historię bazującą na powieści Prospera Merimee opowiada momentami chaotycznie. Jednak ze strojów bohaterów, sposobu ich mówienia czy malowniczych zdjęć plenerowych wyczarowuje niezwykłą atmosferę. Atmosferę polskiego dworku z końca dziewiętnastego wieku, hołdującego tradycji, a jednocześnie pogrążającego się w degrengoladzie. Potęguję ją fantastyczna muzyka Wojciecha Kilara.

Niedługo filmowi stuknie 50 lat. Warto zobaczyć, jak kiedyś powiadano takie historie, zwrócić uwagę na detale scenografii czy obyczajowości. Jasne, Lokis. Rękopis profesora Wittembacha mocno się zestarzał, ale to wciąż ciekawe dzieło. Tylko dla tych, co lubią takie ramotki.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz klasykę polskiego kina
– Cenisz gotyckie opowieści grozy
– A także XIX-wieczne dworki gdzieś na rubieżach naszego kraju
– Ciekawi cię, jak Gustaw Lutkiewicz wyglądał w – powiedzmy – młodości

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na polski folkor. Ta historia to duńska legenda spisana przez Francuza
– Marzysz o rasowym horrorze

Michał Zacharzewski

Lokis. Rękopis profesora Wittembacha, 1970, reż. Janusz Majewski, wyst. Edmund Fetting, Józef Duriasz, Gustaw Lutkiewicz, Małgorzata Braunek, Hanna Stankówna, Zofia Mrozowska, Stanisław Milski

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.