The Mermaid

Pół miliarda dolarów zarobił ten film w Chinach. Zdominował listy przebojów w tym kraju i zapewnił sobie wysokie miejsce również w światowym box office. Rok temu stanowił dowód rosnącej potęgi miejscowej klimatyzacji oraz był powodem do dumy dla miejscowych władz. Mogli mówić, że dogonili Hollywood. Że kręcą równie widowiskowe filmy, które ludzie kochają. W XXI wieku – epoce intensywnej propagandy politycznej – takie wydarzenia mają olbrzymie znaczenie.

Za oszałamiającym sukcesem The Mermaid stoi Stephen Chow, autor dwóch kultowych produkcji: Shaolin Soccer i Kung Fu Szał. Tym razem postanowił nakręcić ekologiczny romans z dużą ilością humoru. Główną bohaterką uczynił Shan, młodą, słodką syrenkę, która wraz z innymi syrenami oraz ich hersztem, panem ośmiornicą, mieszka we wraku statku stojącym przy malowniczym klifie. Pobliską zatokę – do niedawna sanktuarium dla delfinów i istot morza – niszczą ludzie przedsiębiorcy Liu Xuana, chcący przerobić ją na popularny kurort.

Shan wbija się w efektowną sukienkę, na płetwy zakłada odpowiednio duże buty, po czym wyrusza na deskorolce do posiadłości biznesmena. Ma go zabić bądź przynajmniej zwabić w pułapkę, jednak nieoczekiwanie się w nim zakochuje. Przy okazji poznaje świat ludzi, a my śmiejemy się z jej kolejnych wpadek. Szkoda tylko, że humor w The Mermaid jest często nieprzetłumaczalny. Bazuje na slapsticku, zabawnych minach i wpadkach. Obraz przeładowany jest również niepotrzebnymi efektami specjalnymi. Sporo scen nakręcono tylko po to, by dobrze wyglądały. Niektóre z nich – zwłaszcza animacje syrenek – sprawiają wrażenie sztucznych.

The Mermaid jest na tyle nieskomplikowanym filmem, by zadowolić nastolatków oraz najbardziej zatwardziałych miłośników kina azjatyckiego. Z drugiej strony spokojnie mógłby powstać w studio Disneya. Chociażby dlatego, że opowiada o syrenkach uwielbianych przez małe dziewczynki. Shaolin Soccer skupiał się na baletowej piłce nożnej, Kung Fu Szał zaś na walkach karate. The Mermaid już na bazie pomysłu był mniej poważniejszy, skierowany do młodszego widza. Siłą rzeczy mniej klimatyczny. W efekcie wciąż bawi, ale na pewno nie zachwyca. Pozostaje prostą komedią z dużą ilością efektów. Romansem? Raczej nie. Trudno tu mówić o romantyzmie… W końcu bohaterka ma płetwy, jest głupiutka i niepełnosprawna. I chce zabić ukochanego. W jej miłość niełatwo jest uwierzyć…

Michał Zacharzewski

The Mermaid, Mei Ren You, 2016, reż. Stephen Chow, wyst. Chao Deng, Show Lo, Yun Li, Yuqi Zhang

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s