Manchester by the Sea

zdalaKenneth Lonergan powoli wyrasta na specjalistę od traum związanych ze śmiercią. W swoich poprzednich filmach, Możesz na mnie liczyć i Margaret, opowiadał o psychicznych konsekwencjach tragicznych wypadków samochodowych. W Manchester by the Sea śledzi bohaterów pogrążonych w żałobie po utracie najbliższych. Nie skupia się jednak na ich rozpaczy, lecz na bezsilności, na trudnościach w uzewnętrznieniu swojego bólu oraz pogodzeniu się z poczuciem winy i stratą.

Lee Chandler pracuje jako dozorca w Bostonie. Przepycha rury klozetowe, dłubie przy elektryce, zimą odgarnia śnieg. Jest małomówny i wyciszony, ale nie daje sobie w kij dmuchać. Czuć tkwiące u niego pod skórą pokłady agresji. Pewnego dnia mężczyzna dowiaduje się o zapaści brata. Do rodzinnego Manchester by the Sea dociera za późno. Może już tylko zająć się formalnościami. Zresztą nie tylko nimi. Brat rozstał się z żoną i miał nastoletniego syna, którym trzeba się zająć. Trzeba również zorganizować mszę pogrzebową, zawiadomić bliskich, uporządkować dom, podjąć decyzję w sprawie łodzi. No i zmierzyć się ze wspomnieniami o zmarłym, wreszcie z przeszłością, która zmusiła Lee do szukania anonimowości w dużym mieście.

Dla Caseya Afflecka to z pewnością rola życia. O dziwo, nie jest zbudowana z wzruszających scen rozpaczy czy efektownych kłótni. Mężczyzna przez większość czasu snuje się po ekranie, sprząta coś, naprawia, jeździ samochodem. Często po prostu słucha lekarzy, policjantów, przełożonych bądź trzeźwieje po awanturach wywołanych w barze. Idealnie oddaje jednak nastrój bohatera, jego zagubienie i bezsilność. Im lepiej go poznajemy, tym pełniejszą wydaje się postacią. Świetnie pasującą do zimnego miasteczka, w którym mróz uniemożliwia grabarzom wykopanie dziury w ziemi. Pogrzeb trzeba więc odłożyć do wiosny.

Manchester by the Sea jak na film o żałobie jest też zaskakująco śmieszny. Humor tkwi nie tylko w dialogach, ale i samych formalnościach związanych ze śmiercią, wyrazach współczucia wygłaszanych przez lekarzy (pewnie po kilka razy dziennie), podawanych przez nich chusteczkach, dokumentach do wypełnienia. W tym kontekście dziwnie ponuro wypada wniosek, że życie rodzinne to tragedia przetykana krótkimi okresami szczęścia. Ludzie chcą, by ich świat był perfekcyjny… na ich własną modłę. A to przecież niemożliwe.

Michał Zacharzewski

Manchester by the Sea, reż. Kenneth Lonergan, wyst. Casey Affleck, Lucas Hedges, Michelle Williams, Kyle Chandler, Matthew Broderick

Ocena: 8,5/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s