Black Pumas – Chronicles of a Diamond

Black Pumas, czołowy amerykański zespół soulowy, w 2020 roku zgarnął nagrodę Grammy przeznaczoną dla najlepszego debiutanta. Po znakomitym albumie zatytułowanym Black Pumas nagrał właśnie Chronicles of a Diamond. Płytę może nieco gorszą, mniej przebojową, ale wciąż stojącą na bardzo wysokim poziomie.

Otwiera ją More than a Love Song, wspaniały utwór z charakterystycznym udziałem gitary basowej, świetnie napisany i doskonale zagrany. Klaskany refren wchodzi do głowy i niechętnie ją opuszcza. W Ice Cream (Pay Phone) zwraca uwagę przesterowana gitara elektryczna i falset wokalisty, zaś w Mrs Postman chórek na tle fortepianu. Te trzy utwory wystarczają, by zrozumieć, że Black Pumas nie trzymają się wiernie soulu, lecz starają się go wzbogacić o elementy z innych gatunków. Eksperymentują i bawią się muzyką.

Tytułowy Chronicles of a Diamond zwalnia nieco tempo, zaś wzbogaca go gitara elektryczna. Tempo szybsze ma chociażby Rock and Roll, przywołujący na myśl kompozycje sprzed kilkudziesięciu lat. Mnie wpadły również w ucho utwory Tomorrow i Gemini Sun. Pierwszy z nich jest spokojniejszy, wyraźnie soulowy, ale nieprzeszarżowany. Drugi jest ukłonem w stronę muzyki z lat 70. i spokojnie mógłby pojawić się w dorobku Curtisa Mayfielda. Perełką jest też Angel.

Black Pumas nie zawodzi. Długo pracuje nad płytami, być może nawet za długo, ale dowozi wspaniałą muzykę, do której człowiek chętnie wraca. To sprawa melodii, głosu, złożoności, wszystkiego tego, co sprawia, że piosenka wydaje się ciekawa. Czekam na trzeci album. Już kilka lat…

Joel

Black Pumas, Chronicles of a Diamond

Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.

Skomentuj

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.