
Kingdomino nieprzypadkowo nazywa się tak, jak się nazywa. Przede wszystkim pozwala grającemu wcielić się we władcę i rozwijać własne królestwo, a do tego wykorzystuje znaną z Domina mechanikę układania płytek. Rozgrywka jest szybka, zasady można wyjaśnić w kilka minut, a mimo to każda partia wymaga planowania i podejmowania rozsądnych decyzji. To świetny przykład planszówki, która sprawia wrażenie łatwej, a w rzeczywistości oferuje złożoną rozgrywkę.
Kluczem do sukcesu jest oczywiście mechanika. Gracze wybierają płytki przedstawiające różne rodzaje terenów (lasy, jeziora, pola czy na przykład ogrody) i starają się układać je tak, aby tworzyły spójne obszary o przynajmniej jednym identycznym boku. Widoczne na niektórych płytkach korony zwiększają liczbę zdobywanych punktów, co sprawia, że liczy się nie tylko sama wielkość budowanego królestwa, ale także umiejętne planowanie jego rozwoju.
Zabawa w świecie Kingdomina jest dynamiczna i niezbyt powtarzalna, to znaczy każda rozgrywka przebiega w nieco inny sposób. Wiąże się to jednak z losowością, która nie wszystkim się spodoba. Czasami wystarczy odrobina pecha, by starannie przygotowany plan legł w gruzach. Doświadczeni gracze będą też narzekać na prostotę taktyczną. Z drugiej strony właśnie dzięki niej gra sprawdza się jako tytuł familijny, rodzaj wprowadzenia do świata nowoczesnych planszówek.
Atutem Kingdomino jest również wydanie. Pudełko jest solidne, ilustracje przyjemne dla oka i jednocześnie czytelne, a drewniane znaczniki oraz kartonowe zamki wyglądają naprawdę imponująco. Instrukcja jest zrozumiała, a zasady gry na tyle proste, by nawet młodsi gracze dobrze się bawili. To tytuł znany i lubiany – nie przez przypadek. Ale od nieprzypadkowości też zacząłem, więc wszystko się zgadza!
Joel
Kingdomino, Rebel.pl
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.