Fela Kuti – Zombie

To ważna płyta. Dla niektórych klasyczna. Powstała w 1976 roku – pięćdziesiąt lat temu! – i świetnie połączyła jazz z afrykańskimi klimatami. Zdefiniowała gatunek zwany dziś afrobeat i zrobiła to w sposób dla wielu niedościgniony. A przecież to raptem cztery utwory…

Fela Kuti urodził się w 1938 roku w nigeryjskim Abeokucie i jako młody człowiek wyjechał do Londynu, by studiować medycynę. Wsiąkł jednak w tamtejszą muzykę i skończył na Trinity College of Music. Zafascynowany miejscową sceną jazzową, założył własną kapelę Koola Lobito. Już w niej łączył jazz, funk i afrykańskie klimaty. Krążek Zombie nagrał razem z Africa 70 i jest to chyba jego najważniejsza płyta.

Tytułowa kompozycja to krytyka nigeryjskiej armii i jej ślepego posłuszeństwa. Kuti zapłacił za nią bardzo wysoką cenę. Został przez wojskowych pobity do nieprzytomności, a jego matkę – wówczas starszą kobietę – wyrzucono przez okno. Całe osiedle spalono, włącznie ze studiem, w którym muzyk trzymał swoje instrumenty, zeszyty z kompozycjami, wreszcie taśmy-matki. A przecież jest to kompozycja, która wcale nie zawiera ton tekstu…

Pozostałe kompozycje są równie udane. Mr Follow Follow, Observation No Crime czy Mistake w doskonały sposób łączą jazzową swobodę z funkowymi melodiami, instrumentami perkusyjnymi. Skoczne, energetyzujące rytmy błyskawicznie wpadają w ucho i niosą ze sobą olbrzymie pokłady energii. Trudno przy nich usiedzieć bez ruchu. I to jest właśnie magia Zombie, magia Fela Kuti’ego.

Joel

Fela Kuti, Zombie

Polub nas na FacebookuTikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.