
Polska proza ma swoje dziwności i Ganimedes w pełni na to miano zasługuje. To mroczny thriller i feeria barwnego kiczu, zaskakująca rozprawka o życiu, ale też i śmierci, wreszcie dekadencki romans gejowski i literacka zabawa konwencjami.
Głównego bohatera, Siemowita Tulliusa, poznajemy w pociągu z tajnego miasta Y do Wąpierska. To w ogóle wydarzenie, bo ze względów politycznych mieszkańcy Y rzadko opuszczają jego granice. Facetowi się udaje, jedzie na wakacje odpocząć, nabrać dystansu do życia, a w rzeczywistości przeżyć coś niezwykłego. Melinuje się w jakimś marnym pokoiku, spędza dnie na spacerach trochę bez celu, a kiedy zaczyna brakować mu środków do życia, zgłasza się na korepetytora do państwa B***. Tak poznaje ślicznego Dorcia i natychmiast się w nim zakochuje. A żeby dobrze wypaść w jego oczach, ciąga go po spelunach i poi alkoholem.
Przyjemnie jest to napisane. Autor sprawnie posługuje się językiem, umie ukryć w zdaniach ciekawe obserwacje, zgrabnie opisać to czy tamto. Oczywiście nieprzyzwyczajeni do literackich przenośni mogą się czepiać nieco odległych porównań, inni będą marudzić, że początkowo książka przypomina nieco Śmierć w Wenecji, skupiona jest na życiu wewnętrznym, by pod koniec zamienić się w kino akcji, ale ma to swój sens i stanowi formę gry z czytelnikiem. Zabawy w skojarzenia.
Ganimedes musi trafić na swojego czytelnika. Takiego almodovarowego, z jednej strony szukającego kiczu i rozrywki, z drugiej niechętnego sztampowym romansom czy kryminałom. Bo powieść mruga do czytelnika okiem, nie pozwala traktować tej historii zbyt poważnie, a jednocześnie chwilami przemyca na jej karty odrobinę prawdy o życiu.
Joel
Ganimedes
Autor: Bartosz Ejzak
Wydawnictwo Oficynka
Polub nas na Facebooku, TikToku i Instagramie.