
Dead Melodies z całą pewnością nie jest znaną formacją. Wiadomo właściwie tyle, że powstała w Wielkiej Brytanii, a jej jedynym stałym członkiem, spiritus movens całego projektu, jest niejaki Tom Moore. Od lat tworzy on mroczną muzykę ambientową. Jedni słuchają jej podczas pracy, inni ubarwiają nią swoje sesje role-playing albo puszczają ją sobie do snu. Kto lubi chłodne, listopadowe klimaty, wieczorną mgłę snującą się za oknem, poczuje się tu jak w domu.
Murken Hollow to do pewnego stopnia album koncepcyjny. Może nie opowiada żadnej historii, bo też nie padają tu żadne słowa, ale skutecznie buduje klimat. Moore sięga po swoje ulubione instrumenty elektroniczne, ale i zaprasza muzyków sesyjnych. To za ich sprawą na nagraniach pojawiają się „żywe” gitary, basy, perkusje, saksofony. Mam wrażenie, że wprowadzają one sporo ożywienia w ten świat, nadają kolejny wymiar muzyce. Czasami wręcz pulsują energią uwięzioną gdzieś pod sennymi ścieżkami albumu.
Jeśli wkraczają wokale, to takie oniryczne, zawodzące, zrozpaczone, odpowiednio niepokojące. Murken Hollow powstało w celu wywołania określonego nastroju u słuchającego i sprawdza się w tym naprawdę dobrze. Czuć go w najlepszych utworach, Empty Reflection, Chasing Shadows, Forbidden czy Red Eyes. Idealnych do słuchania podczas wieczornego spaceru, kiedy słonce schowało się już za horyzontem.
Murken to spróchniały. Hollow wydrążony i pusty. Oba te słowa idealnie oddają to, co można znaleźć na płycie. To muzyka mroku. Żaden tam szatan, charkot ofiarnych owieczek i krwawe orgie. Zwykły mrok, w którym czają się demony.
Joel
Dead Melodies – Murken Hollow
Polub nas na Facebooku.