Dziennik amerykański

Chciałbym napisać, że Julii Hartwig nikomu nie trzeba przedstawiać, ale podejrzewam, że nie byłaby to prawda. Ta nieżyjąca już polska poetka, tłumaczka i eseistka, honorowy prezes Stowarzyszenia Literatów Polskich, niemal całe życie spędziła w Warszawie. Tylko kilkukrotnie opuściła na dłużej nasz kraj. Zaraz po wojnie spędziła trzy lata na stypendium we Francji, zaś w latach 1970-74 bawiła w Stanach Zjednoczonych, gdzie między innymi wykładała na Uniwersytecie Drake’a. Dziennik amerykański po raz pierwszy opublikowała w 1980 roku. Zawarła w nim część swoich wspomnień z pobytu w Stony Brook na Long Island.

Początek lat siedemdziesiątych był ciekawym okresem, nastąpił tuż po burzliwych latach sześćdziesiątych. Rewolucja dzieci kwiatów skończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Wojna w Wietnamie powoli dogasała i prawie nikt nie miał już wątpliwości, że była błędem. Prezydent Kennedy już nie żył, podobnie jak jego brat. Nie było też Martina Luthera Kinga, a zamieszany w aferę Watergate konserwatywny prezydent Nixon powoli żegnał się z urzędem. Można było odnieść wrażenie, że cała ważna historia już się zakończyła i nadchodzi okres prostego, spokojnego życia. I o tym prostym, spokojnym życiu Hartwig pisze.

A pisze przede wszystkim o Amerykanach. Ucieka przy tym od polityki, od porównań systemów gospodarczych, od codzienności sklepów czy wykładów. Skupia się natomiast na notowaniu swoich obserwacji. Na poznanych ludziach, wykładowcach uniwersyteckich i studentach, na swoich sąsiadach oraz znajomych córki, Danieli. Zwraca uwagę na ich zwyczaje i zachowania, na modę, poglądy na życie. Obserwuje rosnącą świadomość czarnoskórych obywateli, ich coraz większe oczekiwania względem białej większości. Wspomina również o samym Nowym Jorku, jego atrakcjach, ale i niebezpieczeństwach. O rosnącej przestępczości.

Przypadkowe spotkania z listonoszem, obwoźnym sprzedawcą, ogrodnikiem czy sklepikarzem są dla Hartwig pretekstem do szerszego spojrzenia na społeczeństwo, ale nie tylko, bo również historię kraju, jego kulturę (Emily Dickinson), niedostatki systemu edukacji. Także na ruchy społeczne, wszechobecne stowarzyszenia feministek czy grupy gospodyń domowych. Wreszcie na piękno przyrody i architektury. Jest więc w Dzienniku amerykańskim wszystko. I to wszystko składa się na obraz ówczesnej Ameryki. Świetnie napisany, taktownie i z humorem, naprawdę ciekawy. Często zaskakująco aktualny…

Michał Zacharzewski

Dziennik amerykański
Autor: Julia Hartwig
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zeszytów Literackich

Polub nas na Facebooku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.