Max Cloud

To koszmarnie nierówny film. Chwilami strasznie kiczowaty, źle zagrany i sprawiający wrażenie bardzo, ale to bardzo taniego widowiska dla dzieciaków. Kiedy indziej zaskakująco pomysłowy i autoironiczny, ocierający się wręcz o pastisz. Fanom gier komputerowych, zwłaszcza klasycznych chodzonych bijatyk, Max Cloud z pewnością się spodoba. Mam jednak wątpliwości, jak odbiorą go pozostali widzowie. Czy docenią jego przewrotność? A może odrzuci ich ejtisowa tandeta?

Max Cloud (Scott AdkinsKrzyżowy ogień) jest międzygwiezdnym superbohaterem. Twardym macho w lateksowym wdzianku, mistrzem sztuk walki i człowiekiem do zadań specjalnych. Jasne, sprawia wrażenie zadufanego w sobie tępaka, ale uchodzi za skutecznego. Najgorsze, że… żyje w alternatywnej rzeczywistości. W tej naszej jest tylko postacią ze starej, szesnastobitowej gry konsolowej, w którą gra nastoletnia Sarah (Isabelle Allen). W pewnym momencie dziewczyna zostaje wessana do wirtualnego świata i jako Jake (Elliot James Langridge) musi pomóc Cloudowi w wykonaniu trudnej misji.

Pierwsze dziesięć minut serialu przypomina tandetne seriale dla młodzieży z głębokich lat siedemdziesiątych. Kartonowe dekoracje, neonowe kolory, niewygodne kostiumy sztywnych aż do bólu bohaterów – nie wygląda to dobrze. Na szczęście później owa zasłona opada, ujawniając ciut więcej mięska. Cloud potrafi kląć, bywa uroczo ironiczny, a także rzuca naprawdę niezłe teksty („Odstraszyłem ich aktem… czystej przemocy”, rzuca w pewnym momencie). Zresztą sam pomysł, by Sarah stała się w grze facetem, okazuje się przewrotny. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Max Cloud wydaje się też ważnym punktem aktorskiej kariery Scotta Adkinsa, kolesia występującego głównie w widowiskach akcji klasy B. Tu facet ujawnia swój talent komediowy. Nie jest może Jimem Carreyem, ale ma do siebie dystans i dobrze się czuje w tej nietypowej dla siebie konwencji. Trzeba to tylko dostrzec. Odnaleźć w sobie dostatecznie dużo luzu, by kupić cały ten kicz, który twórcy serwują. To naprawdę nie jest tak zły film, jak się wydaje. Powtarza – trzeba to tylko dostrzec.

Zobacz, jeśli:
– Kochasz kicz lat 70., 80. i 90.
– Uwielbiasz stare gry rodem z SNES
– Potrafisz dostrzec w filmie zamierzony pastisz

Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na efektowne, kosztowne widowisko

Michał Zacharzewski

Max Cloud, The Intergalactic Adventures of Max Cloud, 2020, reż. Martin Owen, wyst. Scott Adkins, John Hannah, Lashana Lynch, Elliot James Langridge, Franz Drameh, Isabelle Allen, Jason Maza, Sally Collett, Tommy Flanagan

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku.
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.