Miasteczko Surrender

Jakieś dwadzieścia lat temu pokochałem Caleba Carra za znakomitego Alienistę i nie mniej udanego Anioła ciemności. Kolejne jego powieści, między innymi dystopia Killing Time oraz The Italian Secretary, powieść z uniwersum Sherlocka Holmesa, już się u nas nie ukazały. Stąd pierwszą jego powieścią, po jaką miałem okazję sięgnąć od czasów licealnych, było właśnie Miasteczko Surrender.

To rozczarowanie. Niestety. Powieść przewidywalna, przegadana, z powoli rozwijającą się fabułą i wieloma niepotrzebnymi scenami. Jej akcja toczy się współcześnie w tytułowym miasteczku Surrender, gdzie na położonej na odludziu farmie mieszkają dwaj panowie: kryminolog Trajan Jones, wielki miłośnik metod Laszlo Kreizlera (patrz Alienista), oraz doktor Michael Li. Obaj w przeszłości pracowali w Nowym Jorku i współpracowali z tamtejszą policją, jednak na skutek sporów z przełożonymi i przełożonymi przełożonych zmuszeni byli zrezygnować ze swych posad, zaszyć się na prowincji i żyć z wykładów dla studentów kryminologii.

Aha, Trajan hoduje gepardzicę. Zwierzę nie odgrywa żadnej istotnej roli w fabule, ale zajmuje sporo miejsca w powieści, gdyż bohater chętnie ją ze sobą targa na wszystkie możliwe spotkania.

W okolicy dochodzi tymczasem do serii morderstw. Giną nastolatkowie pochodzący z rozbitych rodzin lub tacy, którzy zostali porzuceni przez swoje rodziny. Ich ciała są w sposób nieudolny układane tak, by nieudolni policjanci podejrzewali samobójstwo. Ślady na miejscach zbrodni jednoznacznie wskazują, że przed śmiercią mieli kontakt z ludźmi niezwykle bogatymi. Bohaterowie zaczynają interesować się śledztwem i wciągają w nie mieszkającego w okolicy cwanego nastolatka. Chłopaka, którego też rodzice porzucili, rzucając ciężar opieki nad nim na o kilka lat starszą, niewidomą siostrę.

Niewątpliwie Miasteczko Surrender zwraca uwagę na problem porzuconych dzieci oraz zaskakująco dużo miejsca poświęca sporom pomiędzy służbami, zwykłym animozjom pomiędzy ludźmi, którzy powinni ze sobą współpracować dla dobra śledztwa. Pokazuje też, że problemem mogą być politycy walczący o kolejne wyborcze szanse. Z drugiej strony niektóre sceny są rozwleczone ponad miarę, zasypane niepotrzebnymi detalami i sztucznymi rozmowami mającymi wyjaśnić czytelnikowi oczywistości. Zagadka nie zaskakuje, klimatu znanego z Alienisty nie ma, niektóre teorie wydają się zbyt wydumane. Wygląda więc na to, że Carr nie jest już tym pisarzem, co dawniej. Stracił power. Nie zachwyca…

Joel

Miasteczko Surrender, Surrender, New York
Autor: Caleb Carr
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Wydawnictwo: Rebis

Polub nas na Facebooku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.