Harlem

Tomasz Zalewski mieszkał przez dłuższy czas w Harlemie. Miał czas, by przyjrzeć się jego mieszkańcom, pochodzić za turystami tłumnie odwiedzającymi tę dzielnicę i posłuchać historii o tym, jak dawniej bywało. W końcu popełnił książkę. Raczej krótką niż długą. Nie spełni ona oczekiwań kanapowych podróżników, którzy odwiedzają ciekawe miejsca śledząc tekst wydrukowany na papierze. To bardziej historia Harlemu niż jej dzisiejszy obraz. Albo wręcz opowieść o tym, jak czarnoskórzy mieszkańcy USA walczyli o swoje prawa.

Harlem leży na Manhattanie. W XIX wieku sprowadzali się tu bogaci biali przemysłowcy i ludzie, którzy osiągnęli sukces zawodowy. Wielu inwestowało tutaj, budując potężne kamienice z brązowo-czerwonego piaskowca, przeznaczone pod wynajem. Ceny lokali spadały, więc w początkach XX wieku zaczęli sprowadzać się tu Murzyni. Wkrótce to oni przejęli dzielnicę we władanie. Stała się ona ich centrum kulturowym i biznesowym. To tu działały modne kluby, zwłaszcza w czasie prohibicji, grano jazz, tańczono do rana. Obok kościołów z chórami gospel stały często odwiedzane burdele, rozwijała się też czarna literatura.

W latach międzywojennych działał tu słynny Cotton Club i teatr Apollo. Grywał tu Duke Ellington, debiutowała Ella Fitzgerald czy Billy Holiday. Po wojnie do głosu coraz wyraźniej dochodzili działacze murzyńscy, świetni mówcy i organizatorzy. Martin Luter King i Malcolm X to ci najbardziej znani. Zalewski nieraz wchodzi w szczegóły. Pisze o ich poglądach i głoszonych hasłach, przytacza najważniejsze tezy. Analizuje historię muzyki, przytacza losy poszczególnych zabytków, wspomina gangsterów i ulicznych artystów. Tylko czasami zastanawia się nad życiem zwykłych ludzi, dziadków współczesnych mieszkańców dzielnicy. Bo ta dzielnica zmieniła się. Zamieniła się w niebezpieczny slums, by już w latach dziewięćdziesiątych pójść drogą warszawskiej Pragi, czyli stać się atrakcją najpierw dla białej bohemy, potem dla młodych i dobrze zarabiających.

Stare kluby odeszły w przeszłość. Większość z nich zbankrutowała, część pozamykały kościoły chrześcijańskie walczące z kulturalnym dziedzictwem dzielnicy. Coraz rzadziej słychać tu trąbki, jazz rozlega się głównie w prywatnych mieszkaniach. Znikają też charakterystyczne obrazy na sklepowych żaluzjach, malowane przez Franka The Great. Ładnie to Zalewski opisuje, chociaż nieco podręcznikowo. Brakuje tu ducha przygody, doświadczenia podróży. Ciekawości człowieka, który stanął w tym miejscu i chce poznać życie zwykłych ludzi. Autora bardziej interesuje przeszłość. To nie jest wada, po prostu mnie bardziej pociąga teraźniejszość.

Joel

Harlem, Tomasz Zalewski

Polub nas na Facebooku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.