Fernando

Byki to jednak są głupie. Od dzieciństwa marzą, by wziąć udział w corridzie. By wyjść na arenę i zmierzyć się z matadorem, pokonać go. Z takiego pojedynku jeszcze żaden z nich nie wrócił zwycięski, a mimo to byki wierzą, że im się uda. Już małe bycze dzieci trenują w pocie czoła, by skuteczniej bóść, szybciej biegać, imponować nienaganną sylwetką. Główny bohater tej produkcji, niejaki Fernando, woli wąchać kwiatki. Gen agresji właściwie u niego nie istnieje.

Pewnego dnia byczkowi udaje się uciec ze stadniny. Pociągiem. Trafia do niewielkiego miasteczka, w którym zaprzyjaźnia się z małą dziewczynką i jej noszącym kaszkiet ojcem. Na ich farmie jest jak w raju – olbrzymia przestrzeń, kwiaty, zielona trawka, żadnych innych byków, z którymi trzeba się będzie pojedynkować. Jednak przeszłość prędzej czy później upomni się o niego i Fernando będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest prawdziwym bykiem, czy też… no właśnie, kim? Sobą?

Nominowana do Oscara produkcja w hiszpańskich klimatach to bardzo swobodna adaptacja przedwojennej książeczki dla dzieci autorstwa Munro Leafa. W momencie premiery uważano ją za wywrotową, zachęcającą do szukania własnej drogi w życiu i jednocześnie zniechęcającą do służby wojskowej. W obliczu zbliżającej się wojny takie myślenie trudno było zaakceptować. Z rozkazu Hitlera egzemplarze Fernanda niszczono, również w Hiszpanii ukazała się dopiero po śmierci generała Franco. Jednak to właśnie ją rozdawano w 1945 roku niemieckim dzieciom i ją zasypano polskie księgarnie tuż po zakończeniu wojny.

W filmie dużo więcej się dzieje niż w książce – są efektowne sceny pościgów i ucieczek, wielka rozróba w mieście (cóż, byki nie należą do najbardziej zgranych stworzeń), sporo absurdalnego humoru. Jednak Fernando nie wyróżnia się na tle innych amerykańskich kreskówek. Nie jest od nich ani zabawniejszy, ani bardziej efektowny, zaś starszym widzom może momentami wydać się nudny. Produkcja podąża bowiem utartymi ścieżkami i kończy się nieprzekonującym finałem na jednej z madryckich aren. I nawet za specjalnie krytyką corridy nie jest… Pewnie by się Hiszpanom nie narazić.

Zobacz, jeśli:
– Lubisz książkowy oryginał
– Chcesz wybrać się z dzieckiem do kina

Odpuść sobie, jeśli:
– Szukasz zabawnego filmu animowanego także i dla starszych widzów
– Chcesz się przekonać, czy nominacja do Oscara była zasłużona. Otóż nie była.
– Jesteś fanem byków zarówno na talerzu, jak i w naturalnych okolicznościach przyrody

Michał Zacharzewski

Fernando, Ferdinand, 2017, reż. Carlos Saldanha

Ocena: 5/10

Polub nas na Facebooku!
Spis naszych recenzji na serwisie Media Krytyk

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Fernando

  1. Jak dla mnie to dobry film, może nie wybitny, ale dobry. To jeden z tych filmów animowanych, na które chętnie się wybrałam i chyba obejrzę raz jeszcze. Ze względu na humor właśnie. Może to wynika z tego, że w miarę ogarniam realia hiszpańskie i nieźle rozumiem ideę corridy? Nie wiem. Muszę też podkreślić, że grafika jest bardzo ładna i od razu można rozpoznać kultowe zabytki Madrytu. Hiszpanie też oszaleli na punkcie tego filmu, mimo że produkcja amerykańska. Myślę, że nie jest aż tak źle, jak piszesz 🙂
    Jestem też ciekawa polskiego tłumaczenia, więc i z tego względu obejrzę kiedyś jeszcze raz, tyle że w innej wersji językowej. Hiszpańska jest bardzo dobra.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s