Zimowa opowieść

zdalaBlisko siedemset stron, twarda, tekturowa okładka, drobna czcionka – Zimowa opowieść Marka Helprina imponuje swoimi rozmiarami. Kiedy człowiek zaczyna się zagłębiać w jej niezwykły świat, poznawać kolejnych bohaterów, docenia również naturalne piękno tej powieści. Realizm łączy się tu z baśnią, a przede wszystkim z wiarą w potęgę miłości. Nakręcony kilka lat temu film nie do końca oddaje jej piękno. Zdecydowanie lepiej podjąć próbę i zmierzyć się z literkami.

Sam autor jest dość ciekawą postacią. Pochodzi z rodziny o hollywoodzko-broadway’owych korzeniach i wychowywał się nad rzeką Hudson w Nowym Jorku, choć wiele czasu spędzał też na Karaibach. Skończył stosunki bliskowschodnie na Harvardzie, studiował też w Princeton i na uniwersytecie Columbia. Potem zaczął pisać. Jego felietony przez wiele lat ukazywały się na łamach New Yorkera czy New York Times i nieraz budziły kontrowersje. Zawsze jednak zwracały na siebie uwagę świetnym stylem i wyczuciem rytmu.

Historia Petera Lake’a została przez Marka Helprina opowiedziana w czterech osobnych, lecz łączących się częściach. Jego losy poznajemy na przestrzeni ponad stu lat. Na przełomie XIX i XX wieku jest zwykłym złodziejem, jednym z wielu rzezimieszków usiłujących przetrwać w Nowym Jorku. Miasto tętni wówczas życiem, łoskotem niesamowitych maszyn odbierających pracę ludziom, otoczone jest zaś tajemniczą ścianą mgły, przez którą niewielu się przebiło. Nocą ulicami krążą armie oprychów, gangi mające własne, niepisane kodeksy i niezwykłe zwyczaje. A Lake? Podczas jednego z włamań poznaje umierającą na gruźlicę Beverly Penn i zakochuje się w niej.

Z czasem historia porzuca go, by skupić się na pozostałych aktorach dramatu. W rzeczywistości bowiem bohaterem Zimowej opowieści jest oniryczny, nierzeczywisty Nowy Jork, miasto niezwykłe niezwykłością jego mieszkańców. Poznajemy wszystkie jego warstwy, od samych dołów z trudem wiążących koniec z końcem przez lokalną bohemę, wynalazców i intelektualistów po bogaczy ukrywających się w wielopoziomowych rezydencjach. Chłoniemy niezwykłą atmosferę tego miejsca, akceptujemy jego niezwykłości, a wręcz podziwiamy je. Helprin bawi się przy tym konwencją, skacze od powieści kryminalnej poprzez romans w czystą fantastykę, zapewniając czytelnikom niejedną zaskakującą zamianę. Efekt jest naprawdę bardzo dobry.

Tyle, że aby zrozumieć i docenić Zimową opowieść, trzeba wykazać się cierpliwością. To nie jest łatwa lektura, akcja nie zawsze pędzi na złamanie karku, za to w opisach kryje się imponująca mieszanka myśli, tropów i obrazów. Dialogi odgrywają drugoplanową rolę, jest ich zresztą niewiele. Bo to powieść, którą po prostu trzeba poczuć. Komu się to nie uda, będzie się niestety męczył.

Joel

Zimowa opowieść, Mark Helprin

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s