
Osgood Perkins należy do najciekawszych twórców horrorów we współczesnym kinie. I Am the Pretty Thing That Lives in the House nakręcił w 2016 roku. To ciekawa produkcja, jednak należy do tak zwanego slow cinema – akcja rozwija się niezwykle powoli.
Iris Blum (Paula Prentiss), emerytowana autorka głośnych powieści grozy, cierpi z powodu demencji. Obecnie mieszka w domu w Massachusetts, który w XIX wieku wybudowała dla siebie pewna para młoda – i zniknęła w dniu ślubu. Obecny administrator budynku (Bob Balaban) postanawia zatrudnić pielęgniarkę, która zamieszka z Iris i będzie się nią opiekowała na co dzień. Ostatecznie decyduje się na Lily (Ruth Wilson).
Już pierwszej nocy Lily jest świadkiem dziwnych rzeczy – między innymi jakaś niewidzialna siła wyrywa jej z rąk słuchawkę telefonu. Wkrótce pojawia się tajemnicza postać w bieli, usiłująca maszerować do tyłu, a na ścianie w korytarzu powiększa się grzyb. Lily próbuje to sobie wszystko jakoś wytłumaczyć, ale stopniowo i ona ulega paranoi.
I Am the Pretty Thing That Lives in the House nie zaskakuje fabułą, bo przecież pomysł z domem, w którym dzieją się dziwne rzeczy, w świecie horroru należy do najbardziej oczywistych i banalnych. Perkins potrafi jednak budować klimat i dzięki minimalizmowi opowieści skutecznie wyczarowuje na ekranie gotycką grozę. Oczywiście nie wszyscy ją odnajdą. Niektórzy zasną podczas tej podróży, bo w tym filmie naprawdę niewiele się dzieje…
Zobacz, jeśli:
– Lubisz horrory Perkinsa
– Cenisz klimat slow Cinema
– Kochasz nastrojową narrację
Odpuść sobie, jeśli:
– Liczysz na szybkie tempo i jump scare’y
– Nie lubisz schematów fabularnych
Michał Zacharzewski
I Am the Pretty Thing That Lives in the House, 2016, reż. Osgood Perkins, wyst. Ruth Wilson, Paula Prentiss, Bob Balaban, Lucy Boynton, Brad Milne, Erin Boyes
Ocena: 5/10
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.
Sprawdź dostępność na platformach filmowych i VOD.