
Zespół Rezystencja pochodzi z Ustronia. Tworzą go panowie, którzy punka po raz pierwszy usłyszały w 1983 roku. Trzy lata później zafascynowali się ideologią skinheadowską i sami zaczęli nosić krótkie włosy. W końcu założyli zespół Skunks, który potem zmienił nazwę na Kwiat Jabłoni, następnie Szczerbiec i wreszcie w 1993 roku odpalili Rezystencję. I tak grają do dziś.
„Bycie skins jest dla nas kamuflażem na wypadanie włosów, a tak serio wyraża naszą świadomość bycia z ludu, przywiązanie do tej ziemi i do jej symboli, antyelitarność, prostotę życia oraz wiarę w to, że żadna praca nie hańbi (no, może poza paroma wyjątkami)”, napisali o sobie. A płytę My jesteśmy skinheads wydali w 1995 roku. Dziś można ją znaleźć chociażby na serwisie Spotify. Brzmi zaskakująco mało ideologicznie. Pod wieloma tekstami każdy mógłby się podpisać, lewak, prawak, socialnarodowiec, młody faszysta i tęczowy bojownik.
Płyta zaczyna się od numeru Rezystencja, skocznego, dynamicznego i gitarowego, po którym nadchodzą My jesteśmy skinheads i Wybory’95. Te trzy kawałki świetnie definiują to, co chce grać zespół. Gitary atakują, wokal jest odpowiednio zachrypnięty, a w refrenach potrafi pojawić się chórek. Perełek jest oczywiście więcej. Podobały mi się takie numery jak Aspołeczni czy piłkarski Biało-czerwoni.
Większość numerów trwa około trzech minut i wpisuje się w to, co z reguły grają zespoły tego nurtu. Rezystencja nie próbuje odkrywać na nowo gatunku, eksperymentować czy odprawiać maniany. Gra konkretnie, teksty ma dosadne i chwilami może nawet szkodliwe, ale wpisujące się w ideologiczny przekaz zespołu. Jest czego posłuchać.
Joel
Rezystencja, My jesteśmy skinheads
Polub nas na Facebooku, TikToku, BlueSky i Instagramie.
Polub nas w serwisie Media Krytyk.